1 Niedziela Wielkanocna rok A – Zmartwychwstanie Pańskie (J 20, 1-9)
Misja Jezusa nie przywraca świata do „starej wersji”, do „ustawień fabrycznych” ale przemienia go od środka. Misja Jezusa to opowieść o śmierci, która dzięki Chrystusowi przestaje być tylko przepaścią, a staje się Przylądkiem Dobrej Nadziei.
Dzisiaj opowiem także o ludziach, którzy żyli tak i naprawdę wierzyli, że zmartwychwstanie zmienia wszystko — o Wenantym Katarzyńcu, Maksymilianie Kolbe i Helenie Kmieć. Jeśli nosisz w sobie pytania o sens cierpienia, o przemijanie, o życie pośród ciemności tego świata — ten odcinek jest właśnie dla Ciebie.
Mamy pragnienie cofnąć czas
Zapraszam na szklankę dobrej rozmowy. W filmie „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” jest taka przepiękna scena – otóż ma miejsce otwarcie nowego dworca kolejowego w Nowym Orleanie. Zasłonięty taką specjalną zasłoną jest olbrzymi zegar dworcowy skonstruowany przez niewidomego zegarmistrza pana Gateau. Kiedy pan Gateau odsłania zegar, wszyscy zamierają w bezruchu. Okazuje się, że ten zegar chodzi do tyłu, pod prąd ruchu wskazówek zegara. Niewidomy zegarmistrz wyjaśnia: Skonstruowałem ten zegar tak, aby cofał czas, żeby nasi chłopcy, którzy zginęli na wojnie, mogli wrócić do domu – do domu, do dzieci, do pracy, na rolę. Żeby mogli żyć długo. A może by i mój syn wrócił… I wtedy, kiedy mówi te słowa, w tle, reżyser pokazuje, jak gdyby film, który cofa wydarzenia. Otóż żołnierze odklejają się z ziemi i ci, którzy byli martwi, wstają. Pociski wracają z powrotem do luf, armat czy dział pancernych. Wysadzane w powietrze domy pod wpływem wybuchu nie rozpadają się na kawałki, ale scalają się znowu razem. Potem jest pociąg, który z powrotem wraca do Nowego Orleanu i pan Gateau wita się ze swoim synem.
Przejmująca scena, która nie tylko służy treści filmu, bo wiadomo, że film jest o tym, że jego bohater zamiast starzeć się młodnieje. Urodził się jako staruszek, a potem jest coraz młodszy. Ale jest to bunt przeciwko śmierci i przemijaniu. Przepięknie wyrażona tęsknota za tym, żeby wszystko na nowo zaczęło żyć, żeby wszystko wróciło do pierwotnego stanu.
Moi kochani, to jest tylko film, a my dzisiaj mamy uroczystość Wielkiej Nocy. I to dzieje się naprawdę. Jezus zmartwychwstał. Ale troszkę inaczej niż w tym filmie. Dlaczego? Bo zauważmy, że Jezus nie powraca do pierwotnego stanu i nie chce sprowadzić świata do „stanu fabrycznego”, można tak powiedzieć. Jezus dalej ma rany na rękach, nogach i w boku. Rany, które świadczą o tym, co się stało. Ale są to rany przemienione. Jezus Zmartwychwstały nie chce nas prowadzić w ten sam świat, jak przed grzechem. Chce wprowadzić nas w świat przemieniony przez siebie.
Przylądek Dobrej Nadzieji
Moi kochani, najbardziej wysunięty na południowy zachód punkt Afryki to Przylądek Dobrej Nadziei. Jego portugalska nazwa brzmi „Cabo da Boa Esperança”. Ale nie zawsze tak się nazywał. Do Xv wieku, do 1497 r. nosił nazwę Cabo das Tormentas, czyli Przylądek Burz albo jeszcze inaczej, bywa tak też to tłumaczone na inne języki: Przylądek Trwogi, Przylądek Bojaźni i Lęku. Dlaczego? Bo to był ówczesny trójkąt bermudzki. Mało któremu statkowi udało się przez te wody szczęśliwie przepłynąć. Tam w tym miejscu znajduje się 3000 wraków z różnych epok. Dlaczego? Spotyka się prąd Pacyfiku i Atlantyku – jeden jest zimny, drugi jest gorący i to powoduje, że powstają fale nawet do 30 metrów. A poza tym dno jest bardzo zdradliwe.
I moi kochani, w 1497 roku wybitny żeglarz, podróżnik Vasco da Gama, po raz pierwszy przepłynął szczęśliwie przez wody tego Przylądka Trwogi. Wymyślił fortel. Zawinął szerokim łukiem omijając wybrzeże i od strony zachodniej dobił do tego przylądka. I po tym wydarzeniu, kiedy Vasco da Gama po raz pierwszy bezpiecznie przepłynął zwycięsko przez wody Przylądka Trwogi, król Portugalii zmienił jego nazwę na Cabo da Boa Esperança, czyli Przylądek Dobrej Nadziei. Ten przylądek otworzył drogę statkom na świat, otworzył trakt handlowy do Indii i zmieniły się dzieje Europy.
I moi kochani, ludzkie życie ma też taki przylądek trwogi i lęku, przylądek burz. To jest śmierć. I śmierć przeraża. W tekstach Starego Testamentu mamy w Księdze Mądrości, ale też mamy w Księdze Koheleta lęk przed śmiercią. Śmierć jest pokazana jako przemijanie. I życie ludzkie miało taki przylądek trwogi, dopóki ktoś po raz pierwszy nie przepłynął szczęśliwie zwycięsko przez wody tego przylądka. To jest Jezus Chrystus. Od tej chwili śmierć nie musi nas przerażać. To jest Przylądek Nadziei, Przylądek Dobrej Nadziei – tak można nazwać śmierć, ale dopiero po zwycięstwie Chrystusa, którego dzisiaj czcimy jako Pana i Zbawiciela, jako zwycięzcę śmierci, piekła i szatana.
Każda śmierć jest nie w porę
Moi drodzy, mówi się, że kiedy umiera człowiek – ostatnio byłem świadkiem śmierci 25 letniego chłopaka, że to jest nielogiczne, że powinien żyć, że coś tu nie gra, że coś jest nie tak. Ale byłem też na pogrzebie pana Andrzeja, taty, księdza Eugeniusza. Miał 93 lata. Byłem na pogrzebie pani Róży, mamy księdza Witolda. Miała 85 lat. I patrząc na ten pogrzeb, na uczestników, na synów tych rodziców, doszedłem do wniosku, że nie ma takiego wieku, nie ma takiego okresu w życiu człowieka, że można powiedzieć, że śmierć już jest logiczna i jest na miejscu. Jest zawsze straszny niedosyt. Nigdy nie można powiedzieć, że człowiek już wyczerpał swoje istnienie, że ci, którzy go żegnają, mogą powiedzieć: No, swoje przeżył i jesteśmy już spokojni. Nie. Im dłużej ten człowiek żyje, tym bardziej pragniemy go mieć.
I moi kochani, właśnie Jezus pokonał śmierć. I to zwycięstwo Jezusa nad śmiercią jest najważniejszym wydarzeniem w dziejach całego wszechświata.
Zmartwychwstanie zmienia podejście do śmierci i do życia
Zmartwychwstanie Chrystusa nie tylko zmienia nasze podejście do śmierci, ale przede wszystkim podejście do życia, zupełnie zmienia perspektywę. Jest jakby taką lampą, takim reflektorem, który nagle się pojawia na scenie naszego życia i wszystko stawia w innym świetle. Kapitalnie to widać w świętych przyjaźniach. Jest taka przepiękna, można powiedzieć święta bardzo głęboka przyjaźń pomiędzy Sługą Bożym, Wenantym Katarzyńcem, a troszkę młodszym od niego Maksymilianem Kolbe. Poznali się w roku 1919. Od razu przypadli sobie do gustu. I ojciec Walenty Katarzyniec mówi, że od razu zauważył, że Maksymilian jest bliski jego sercu, że dobrze im się rozmawia, że dobrze się czują w swojej obecności.
Moi kochani, święty Maksymilian zamierza wydać nowe czasopismo, „Rycerz Niepokalanej”. ma to miejsce w czasie strasznego kryzysu, kiedy wszystkie czasopisma, jak to sam Maksymilian powiedział się raczej zwijają, a nie rozwijają działalność. Kiedy upadają wydawnictwa, upadają kolejne tytuły prasowe. On chce iść pod prąd i wydać Rycerza Niepokalanej. I pyta różnych doradców. I wielu z nich prawdopodobnie mu odradzało, że to nie ma sensu, że zawsze, ale nie teraz, że to jest czas niesprzyjający. Zapytał ojca Wenantego i ten mówi Jeśli chcesz usłyszeć moje zdanie, wydawaj. Musisz to wydać.
Moi kochani, jest rok 1925, ma wyjść numer 1 Rycerza Niepokalanej. Budżet wydawnictwa wynosi minus 40 marek polskich. Tak to określił święty Maksymilian, trochę żartobliwie. Budżet ujemny – minus 40 marek polskich. Niestety Wenanty już nie żyje. Nie może pomóc. I wyobraźcie sobie, że Maksymilian mówi wszystkim braciom zakonnym, wszystkim franciszkanom: Módlcie się do Matki Bożej, ale przez wstawiennictwo naszego brata, przez wstawiennictwo Wenantego proście o pomoc. I co się okazało? Wydano 4 tysiące Rycerzy Niepokalanej. Jeszcze kiedy zaczęły już zarabiać, dobił do 5 tysiąca. Mówi: To jest niesamowite, bo pierwsze trzy numery pochłaniają pieniądze, a nie pomnażają. A tutaj można było wydać 5 tysięcy egzemplarzy. To jest styczeń 21 roku I potem jest luty. Maksymilian nie ma znowu ani grosza. Leży w łóżku zdjęty gorączką i cierpi na gruźlicę w strasznych męczarniach, bo wiadomo, że święty Maksymilian, podobnie jak Wenanty, również chorował na gruźlicę. Zresztą nie miał też jednego płuca i w tej gorączce mówi: Wenanty, proszę cię o pomoc. Jeśli mi pomożesz, obiecuję, że jak będę miał troszkę więcej pieniędzy, to wydam osobno Twoje zdjęcie z krótkim życiorysem. I lutowy numer Rycerza Niepokalanej się ukazuje. Mało tego, ukazuje się również życiorys Wenantego z jego zdjęciem. Potem jest strajk dziennikarzy, strajk wydawców. Trzeba przenieść działalność do Grodna i tam również Maksymilian korzysta z pomocy Wenantego I co mówi Święty Maksymilian? Przypomniałem sobie pewną rozmowę z Wenantym. Powiedział mi jeszcze za życia ziemskiego tak: Yeraz jestem zajęty chorobą, bo już był wtedy przykuty do łóżka. Umarł w wieku ponad 30 lat. Nie mogę nic zrobić. Nie mogę nic pomóc. Ale zobaczycie, kiedy umrę. Dokonam wiele dla naszego zgromadzenia. To jest zmartwychwstanie.
I moi kochani, kiedy patrzymy na grób Ojca Świętego Katarzyńca w Kalwarii Pacławskiej uderzają tysiące, nie setki, tysiące karteczek z prośbami i podziękowaniami. Śmierć niczego nie kończy. Mało tego, śmierć sprawia, że ci, którzy odchodzą, mogą nam jeszcze bardziej pomóc. To jest ta nowa perspektywa. Bardzo krótkie ogłoszenie. Rozważcie przekazanie półtora procenta na Szkoły Katolickiej Dziedzictwa św. Jana Sarkandra. W zakładce do książki jest napisane jak to zrobić. Ksiądz Piotr też podaje wskazówki.
Przepiękny Hymn Wielkanocny
Moi kochani, przepiękny starożytny hymn wielkanocny śpiewany w Wielką Sobotę „Weselcie się. Zastępy aniołów w niebie” Zawiera kapitalne zdanie: Niech ta świeca płonie, gdy wzejdzie Słońce nie znające zachodu, Jezus Chrystus Zmartwychwstały, który oświeca ludzkość swoim światłem. Jezus jest nazwany „słońcem nieznającym zachodu”. Kiedy człowiek oddziela się od Chrystusa, to tak, jakby ziemia oderwała się od słońca. Skoro Jezus jest Słońcem. Moi kochani, ja się tak zastanowiłem i skonsultowałem się z pewnym fizykiem, żeby go dopytać, co by było, gdyby Ziemia rzeczywiście oderwała się od Słońca, chociaż to jest tylko teoretycznie możliwe, bo to się nie zdarzy i uciekła w kosmos. Moi drodzy, zapanowała by ciemność, wieczna noc. Ziemia pogrążyłaby się w wiecznej nocy. Na początku atmosfera by się ogrzewała, ponieważ ziemia by sunęła, tarłaby o próżnię kosmiczną. Nastąpiłoby wrzenie wód, a potem powietrze, azot, tlen zamieniłyby się w szron. Ziemia by się stała bryłą lodu krążącą po kosmosie. Historia ludzkości zamrożona w bryle lodu, której by nikt więcej nie odczytał.
Moi kochani, jest jeszcze jedna rzecz. Gdyby Ziemia uciekła, odłączyła się od Słońca, to ludzie dowiedzieliby się o tym dopiero po 8 minutach i 19 sekundach. Dlaczego? Ponieważ światło słoneczne dobiega do Ziemi z takim opóźnieniem. Tak samo by nie zauważyli, że już Ziemia nie krąży wokół Słońca, bo grawitacja nie jest szybsza od światła słonecznego. Trudno sobie to wyobrazić, ale przez 8 minut i 19 sekund wszyscy żyliby w przekonaniu, że wszystko jest w porządku i nikt by nie miał prawa spostrzec tego, że dzieje się coś złego. Dopiero po 8 minutach, dziewiętnastu sekundach ziemia pogrążyłaby się w wiecznej nocy i zimnie. Dlaczego o tym mówię? No bo dzisiaj widzimy pewne symptomy tego, co dzieje się z tym światem, który odchodzi od Chrystusa. Ktoś powie no nie ma tragedii, ja sobie żyję, korzystam z życia. Tak, jeszcze nie czujemy totalnych konsekwencji wyboru wielu ludzi, którzy oddzielili się od Chrystusa, bo to jest 8 minut. 19 sekund. Ono jeszcze nie minęło, ale w dalszej perspektywie to, co dzisiaj już widzimy jako pewne zwiastuny tego, co ma nastąpić, okaże się tragedią. Ale zobaczcie jak narasta poziom lęku, jak ludzie stają się coraz mniej pewni, jak odchodzą od wartości duchowych, jak w ogóle po prostu nie ma ludzi. Ja mówię, mamy brak powołań kapłańskich, brak powołań zakonnych, ale zacznijmy od tego, że mamy brak powołań do życia.
Przeszedłem po kolędzie na jednej z ulic, gdzie byłem również przed 30 laty. Pamiętam wtedy, jak odwiedzałem te mieszkania. W każdym mieszkaniu prawie że były dzieci, mnóstwo zeszytów do religii, które trzeba było podpisywać, rozmowy z dziećmi. Teraz na tej ulicy tylko w trzech domach było dziecko, a mieszka tam 50 rodzin.
Moi kochani, świat Bez Chrystusa. To jakby Ziemia, która oddziela się od Słońca. Dlatego zróbmy wszystko, by świat nie odłączył się od Jezusa. Święty Jan Paweł II cały czas to podkreślał, że życie bez Jezusa nie ma sensu, że jedynym ratunkiem dla świata jest przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela.
Przepiękne życie Helenki Kmieć
Moi kochani, takim świadectwem tego, co może dokonać Jezus Zmartwychwstały w życiu człowieka, jest przepiękne życie służebnicy Bożej, bo tak już trzeba powiedzieć od dwóch lat, Heleny Kmieć. Urodziła się w Libiążu i wiemy, że jako wolontariuszka po ukończeniu Politechniki, była też stewardessą w liniach lotniczych. Zginęła w Boliwii, w Cochabamba, w ochronce dla dzieci prowadzonej przez siostry służebniczki, zasztyletowana przez napastnika. W celach rabunkowych to zrobił. I moi kochani, kiedy trzeba było powiedzieć rodzicom Heleny, że ich córka nie żyje – no wiadomo, to jest niesamowicie trudne zadanie. Czujemy tę presję tego zadania, przed którym stoi taka osoba, która ma być zwiastunem takiej wiadomości. I do tego zadania wybrano wujka Heleny, księdza biskupa Jana Zająca, który był bratem jej dziadka. Udał się do domu rodziców razem z księdzem prałatem Franciszkiem Ślusarczykiem. Serdecznie pozdrawiam tutaj i księdza Biskupa, i księdza Prałata, i moi kochani, kiedy czytałem jak to wyglądało, no to lepiej tego Ksiądz Biskup nie mógł zrobić. Poszedł do tego domu i powiedział. To były jego pierwsze słowa: Helenka poszła do nieba. Ale też niesamowita jest reakcja rodziców. Przyjęli to z wielkim bólem, z wielkim cierpieniem. Ale tam nie było buntu. Tam, tam nie było tego nawet, co widzimy w tym filmie o cofaniu czasu. Oni to przyjęli z niesamowitą wiarą i nadzieją. Zresztą takie było życie tych rodziców, takie było życie Heleny, chociaż bardzo trudne, bo Helena doświadczyła, może sama tego nie pamięta – kiedy miała kilka tygodni, zmarła jej mama Agnieszka. Druga mama, pani Barbara, otoczyła ją niesamowitą miłością i zastąpiła jej matkę. I ksiądz Franciszek Ślusarczyk, będąc u nas tutaj w diecezji, w parafii w Żywcu w Zabłociu, ostatnio wygłosił piękne kazanie. I zacytował taki przykład, takie wydarzenie z życia Heleny Kmieć, kiedy była na pielgrzymce, szła na Jasną Górę. Ktoś do niej podszedł i mówi: Jak ty to robisz, że – nie masz łatwego życia, Tyle przeżyłaś, tyle trudności się w twoim życiu piętrzy, jesteś taka radosna, taka szczęśliwa. A ona mówi: Jak mogę być nieszczęśliwa, skoro mam trzy mamy? – jedną mamę, która mnie urodziła, dzięki której przyszłam na świat, drugą mamę, która mnie wychowała, a trzecią, do której idę teraz na Jasną Górę, czyli Maryję.
Moi kochani, jaka radość i człowiek, który żyje życiem Jezusa Zmartwychwstałego, który żyje w świetle tego słońca nieznającego Zachodu, tak ocenia trudne wydarzenia życia, widzi w nich szansę, a nie powód do rozpaczy, do smutku. Cieszmy się z tego, że Jezus zmartwychwstał. Słońce nie znające Zachodu rzuca swój blask na nasze życie, a w tym świetle wszystko jest inne. Wszystko jest nowe. Życzę, by to światło Jezusa, Zmartwychwstałego – Słońca, nie znającego Zachodu”, oświeciło życie każdej i każdego z was. By rozproszyło wszystkie ciemności. Dopóki jesteśmy w zasięgu działania Słońca, krążymy po tej elipsie wokół gwiazdy. Jesteśmy bezpieczni. Tą gwiazdą, tym słońcem jest Jezus Chrystus. Nie pozwólmy, aby ktokolwiek czy cokolwiek nas od Niego mogło odłączyć. Pan z wami. Niech was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty.
A w gronie patronów na Patronite witamy pana Szymona. Bardzo dziękujemy za wszelkie formy wsparcia – poprzez przycisk „Wesprzyj”, Buy coffee, Patronite czy wpłaty na konto. Bóg zapłać. Informacje, jak można kupić naszą książkę, której nakład się już kończy, można znaleźć w pierwszym przypiętym komentarzu. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy podjęli wyzwanie i wysłuchali wszystkich sześciu nagrań na Wielki Post. Jeśliby ktoś chciał jeszcze do nich wrócić, czy jeszcze ich nie wysłuchał, to tutaj jest playlista.
🟢 👨🍳👉 Zerknij na nasze filmy kulinarne 🍰 PRZEPIS NA SZYBKIE CIASTO






