4 Niedziela Zwykła rok A

sty 30, 2026 | Ks. Marek Studenski, Rok A

4 Niedziela Zwykła rok A (Mt 5, 1-12a)

Wschodnia przypowieść o sułtanie, którego mogła uratować jedynie „koszula człowieka szczęśliwego”, wprowadza nas w mądrość zawartą w Ewangelii. Nie chodzi o idealizowanie niedostatku, lecz o uważność, wdzięczność i zaufanie, które pozwalają zobaczyć sens mimo strat i niepewności. To propozycja nowej perspektywy – by szukać szczęścia nie tyle w kolejnych nabytych warstwach, ile w tym, co pozostaje – nawet gdy wszystko inne odpadnie.

Edward Rickenbacker, pionier lotnictwa i bohater wojenny, przez 24 dni dryfował na Pacyfiku z kilkoma towarzyszami po awaryjnym wodowaniu. Przeżyli dzięki prostym, wręcz skrajnym środkom i codziennej modlitwie: łapali deszcz do ubrań, jedli przypadkowo złapaną mewę, z jej wnętrzności zrobili przynętę na ryby. Po latach Rickenbacker mówił, że dopiero gdy człowiekowi pozostaje samo życie, uczy się właściwego stosunku do rzeczy. Co piątek karmił mewy na wybrzeżu – gestem wdzięczności za ocalenie.

Podobną lekcję dystansu pokazuje anegdota o Leopoldzie Staffie. Gdy podczas wojennej tułaczki nieznajomy „pomógł” mu nieść ciężką walizkę i zniknął z całym dobytkiem, poeta miał powiedzieć żonie: „Widocznie on bardziej potrzebował tych rzeczy niż my. Poradzimy sobie.”

Człowiek jest naprawdę wolny dopiero wtedy, gdy nie musi niczego posiadać, żeby być szczęśliwym.

Mądrość wschodu Sułtan i Mędrzec

Zapraszam na szklankę dobrej rozmowy. Jedna z przypowieści wschodnich mówi, że pewien sułtan bardzo ciężko zachorował. Zebrali się wszyscy lekarze, uczeni, farmaceuci. Nie pomogły żadne lekarstwa. Wszystkie zabiegi spełzły na niczym. I wtedy zjawił się pewien mędrzec i mówi: Naszego sułtana może uratować tylko jedna rzecz. Musi ubrać, włożyć na siebie koszulę człowieka szczęśliwego. Rozpoczęły się poszukiwania. Nigdzie nie można było znaleźć szczęśliwego człowieka. W końcu na bardzo dalekim od stolicy krańcu kraju znaleziono szczęśliwego człowieka. Przyprowadzono go do sułtana, ale niestety okazało się, że ten szczęśliwy człowiek nie posiada koszuli. Błogosławieni ubodzy, błogosławieni cisi, błogosławieni, którzy się smucą. Wydaje się, że to jest paradoks, bo przecież słowo „błogosławiony” przetłumaczone z języka greckiego na polski oznacza „szczęśliwy”. Jednak w tym paradoksie jest głęboka prawda.

Moi kochani, liczne historie życia dowodzą tego, że szczęście i radość w życiu wcale nie są zależne od stanowiska, stanu posiadania czy jakichś innych zewnętrznych rzeczy.

Wspaniałe świadectwo – Eddie Rickenbacker

Jest taka wspaniała postać z historii Stanów Zjednoczonych – Edward Rickenbacker. Bardzo skromne początki życia. Biedna rodzina. Musiał przerwać szkołę i przyjąć się do pomocy w warsztacie samochodowym, żeby jakoś pomóc rodzinie w utrzymaniu domu. A ponieważ okazał się bardzo zdolnym pomocnikiem, ten warsztat zaczął się rozwijać. On sam stał się konstruktorem samochodów. Wprowadzał różne innowacje. Potem zajął się lotnictwem i zakończyło się to tym, że stał się właścicielem wschodnich linii lotniczych w Stanach Zjednoczonych. Ale to nie wszystko. Wsławił się w czasie zarówno pierwszej, jak i drugiej wojny światowej niesamowitym męstwem, niesamowitą odwagą i za to otrzymał najwyższe odznaczenie wojskowe Stanów Zjednoczonych. Ale taki kulminacyjny moment jego życia miał miejsce w czasie drugiej wojny światowej. Otrzymał misję od prezydenta Stanów Zjednoczonych, żeby dolecieć samolotem razem ze swoją ekipą do generała MacArthura z ważnym przesłaniem. I okazało się, że na skutek awarii samolot wylądował na środku Pacyfiku. Wyciągnęli z samolotu trzy gumowe tratwy i siedem osób na tych tratwach czekało na ratunek.

Moi kochani, na tych tratwach przeżyli 24 dni. Okazało się, że jeden z nich ma przy sobie książkę do modlitwy. Zaczęli się modlić. Codziennie się modlili. Kiedy pragnienie zdawało się już być tak wielkie, że śmierć zaglądała im w oczy, nagle pojawiał się deszcz i oni do ubrań, do wszystkich elementów z materiału łapali wodę, potem ją wypijali, wysysali z tych ubrań, a kiedy już prawie umierali z głodu, nagle na głowie, na czapce Edwarda Rickenbackera usiadła mewa. Tę mewę złapał, zjedli tę mewę, a wnętrzności używali jako przynęty dla ryb i łapali gołymi rękami ryby, żeby jakoś przeżyć. Przeżyli wszyscy, z wyjątkiem jednego, który niestety uległ pokusie i napił się słonej wody.

Moi kochani, w 24 dniu przylatuje samolot i ich ratuje. Niesamowite były przemyślenia Edwarda Rickebackera, które zawarł w swoim pamiętniku, w swojej książce. Powiedział: Jeśli będziesz miał w życiu taką sytuację, że nie zostanie ci nic oprócz twojego życia, wtedy nabędziesz właściwego stosunku do dóbr materialnych. I jeszcze jedno – dożył 83 lat i w każdy piątek, mniej więcej o zachodzie słońca, mieszkańcy wybrzeża wschodniej Florydy widzieli następujący widok: Starszy pan z siwą głową, z krzaczastymi brwiami idzie powolnym krokiem. Pochylony niesie wiadro. W tym wiadrze ma krewetki. Udaje się na niedostępne miejsce morskiego brzegu, oceanu I tymi krewetkami karmi mewy, żeby okazać wdzięczność za ocalenie życia przez mewę. Moi kochani, szczęśliwy, radosny człowiek, który tyle doświadczył. Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie.

Piękna lekcja od Leopolda Staffa

Najbliższym przyjacielem naszego poety, Leopolda Staffa był ksiądz – ksiądz Antoni Boratyński ze Skarżyska-Kamiennej. I ten ksiądz posiada, posiadał, ponieważ już zmarł oczywiście, bardzo wiele wspomnień, które potem opowiadał czy opisywał, związanych właśnie z życiem Leopolda Staffa. W jednym z nich mówi o tym, że w czasie Powstania Warszawskiego Staff ze swoją żoną opuszcza Warszawę. Cały dobytek ma w małej walizce. Ponieważ walizka była dość ciężka, z wielkim trudem niósł tę walizkę i nagle podchodzi pewien młody człowiek i mówi: Czy pan nie potrzebuje pomocy? Widzę, że pan się bardzo męczy z tą walizką. Ja panu pomogę. Staff był wdzięczny za pomoc. Chętnie przyjął tę pomoc młodego człowieka. Okazało się, że to był oszust, że to był złodziej. Wziął tę walizkę i uciekł. Leopold Staff i jego żona stracili wszystko, wszystko co mieli – dokumenty, pieniądze. Żona zaczęła strasznie płakać, narzekać: Niegodziwiec, okradł nas. Co my teraz zrobimy? A jej mąż uśmiechnął się, objął żonę i mówi: Słuchaj, nie martw się. Widocznie ten człowiek potrzebował bardziej tych rzeczy niż my. A my sobie jakoś poradzimy. Dobrzy ludzie nam pomogą.

Popatrzmy, serce człowieka błogosławionego, poety, który w wielu swoich wierszach dał wyraz swojej głębokiej wiary, z takim artyzmem, z takim swoistym podejściem – w całej jego twórczości przewija się wątek Pana Boga. Błogosławieni w oczach świata, może nawet nieraz określani jako naiwni, ale w oczach Bożych wypełniają wolę Bożą i trwają przy tym, co w życiu jest najważniejsze. Odkryli sens życia.

Wspomnienia ocalałych

W 1976 roku pojawiły się takie wspomnienia osób, które przetrwały Powstanie Warszawskie. Znalazłem wśród tych wspomnień jedno, które jest opatrzone tylko inicjałem. Jest to literka „H”. Nie ma tam imienia ani nazwiska i kobieta, która to wspomina, w tym momencie ma 88 lat. W 1976 roku liczy 88 lat i mówi tak: w czasie Powstania Warszawskiego zaginęła mi córka. Nie wiedziałam, gdzie jest. Myślałam, że zmarła. Potem się okazało, że spotkałam ją żywą. Była w Krakowie zawierucha wojenna tam ją wyrzuciła, a nas, mieszkańców Warszawy, wypędzono z powstańczej Warszawy. Ulokowano nas w szkole w Piasecznie. Nie miałam nic. Meble, książki, cała potężna biblioteka, którą mieliśmy w domu, kilimy, wszystkie naczynia, wyposażenie domu poszło i przepadło. Została mi tylko mała torebka z najpotrzebniejszymi rzeczami i to wszystko. I w pewnym momencie tam, w tej szkole, w Piasecznie, stała się rzecz zdumiewająca. Nagle ogarnęła mnie fala niesamowitej radości i szczęścia. Pomyślałam sobie: Nie mam nic, nie muszę się o nic martwić, jestem całkowicie wolna i niezależna od rzeczy. Przeżyłam takie szczęście, jakiego nigdy wcześniej w życiu nie doznałam i uznaję to za zjawisko nadprzyrodzone – mówi ta 88-letnia kobieta.

Moi kochani, popatrzcie, czy to nie jest takie doświadczalne, namacalne wypełnienie się błogosławieństw. Zdawałoby się, że w błogosławieństwach jest jakaś naiwność, że to jest droga dla wybranych, dla jakichś osób, które są nie z tego świata. Bardzo często dopiero w sytuacjach granicznych, kiedy życie zmusza nas do tego, żeby nabrać dystansu do rzeczy, odczuwamy, co w życiu jest najważniejsze.

I była miłość w getcie

Jest taka książka, ja znowu tutaj przytoczę wojenne wspomnienia, bo to są właśnie te sytuacje, takie, gdzie człowiek jest pod ścianą, gdzie jest w sytuacji granicznej i tam wychodzi, co jest najważniejsze w życiu. Moi kochani, Marek Edelman, Żyd, lekarz, w swojej książce w takim wywiadzie „I była miłość w getcie” opisuje niesamowicie ciekawe historie z czasów II wojny światowej, opisuje losy swoich braci Żydów i między innymi tam jest takie wspomnienie: Pewien Żyd nazywał się Kirszenbaum. I na skutek wybuchu bomby zginął, ale też stracił nogę. Zrobiono szybki pochówek. Grób wykopano zgodnie z tradycjami żydowskimi, bardzo głęboki. Tam został pochowany. Jego żona szczęśliwie przeżyła wojnę. Po wojnie trzeba było dokonać ekshumacji. I ona wtedy przypomniała sobie, że w obcasie buta mąż miał ukryte 20 złotych monet, monet w dolarach, ale ze szczerego złota.

I moi kochani, żona temu grabarzowi, który dokonał ekshumacji, mówi, że bardzo prosi, żeby zdjął ten but, bo będzie miała za co przeżyć teraz po wojnie. I czekała na tę przesyłkę, na te dolary w jednym z opuszczonych mieszkań – było ich bardzo wiele w Warszawie. Tam gdzieś się zaszyła. Czeka co będzie. I rzeczywiście grabarz dokonał ekshumacji, wyjął te dolary, niesie tej żonie. Okazało się, że w tym czasie żona zmarła. Zakończyło się to wszystko wspólnym pochówkiem i mówi Marek Edelman: Pochowano to małżeństwo na cmentarzu żydowskim we wspólnym małżeńskim grobie. Ale niestety nie wiem dokładnie, w jakim miejscu znajduje się ta mogiła. I moi kochani, zobaczcie, jak życie jest ulotne.

Życie jest ulotne

Mieliśmy teraz niesamowite przeżycie. Nasz przyjaciel, ksiądz Mateusz, pracujący tutaj razem z nami w kurii, przeżył śmierć swojej mamy. Mama jechała pociągiem do swoich wnuków w Dniu Babci, żeby przeżyć razem z wnuczkami Dzień Babci. Czekała ją dość daleka podróż pociągiem. Samochód zostawiła na parkingu. I wyobraźcie sobie, że na jednej z pierwszych stacji nagle straciła przytomność i już jej nie odzyskała. Zmarła później w szpitalu. Na pogrzebie wygłosił kazanie ksiądz Mateusz. Kazanie było przepiękne. Trudno było to przeżyć, niesamowite wzruszenie. Ale w tym kazaniu powiedział niesamowitą rzecz – pociąg, w którym jechała jego mama, zatrzymał się na stacji, której miało nie być, bo akurat ta stacja w Chybiu nie była przewidziana na trasie tego pociągu. Pociąg zatrzymał się na pół godziny ze względu na konieczną reanimację serca mamy. Pociąg naszego życia w pewnym momencie zatrzyma się na stacji nieplanowanej, której nikt nie przewidział i trzeba będzie wysiąść z tego pociągu. Dlatego już teraz, patrząc też na życie mamy księdza Mateusza, pani Anny, która poświęciła swoje życie dla Pana Boga, bo tak można powiedzieć i dla swoich bliskich. Wiem, coś o tym z opowiadań jej syna.

I jeżeli weźmiemy sobie do serca tę lekcję ośmiu błogosławieństw, to niezależnie na jakiej stacji wysiądziemy, niezależnie, w którym momencie naszego życia – jedno jest pewne – tam będzie czekał na nas Chrystus i będziemy przygotowani na spotkanie z Jezusem. Pan z wami. Niech was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty.

A teraz takie postscriptum: ksiądz Piotr mi tu podsunął taki pomysł – podzielmy się w komentarzach tym, jakie jest nasze ukochane błogosławieństwo spośród tych ośmiu błogosławieństw, do którego szczególnie jesteśmy przywiązani, które gdzieś nam leży głęboko na sercu. A w gronie patronów na Patronite witamy dziś panią Monikę. Dziękuję za zainteresowanie książką.

I moi kochani, bardzo prosimy o przekazanie półtora procenta podatku na szkoły katolickie „Dziedzictwa Świętego Jana Sarkandra”. Jest to prosta i bardzo bezpieczna forma wsparcia dobrego dzieła. Dziękujemy za to, że jesteście z nami i pomagacie nam poprzez Patronite, przycisk „Wesprzyj”, „Buy coffee” czy wpłaty na konto. Bóg zapłać za każdą formę pomocy. Jak może zauważyliście, przycisk „Subskrybuj” już kliknęło 150 tysięcy osób. Bardzo się cieszymy, że nasza rodzinna „Szklanki dobrej rozmowy” się powiększa. Z każdą subskrypcją zyskujemy nowego słuchacza, a ten z kolei może przekazać dalej te treści, które są przekazywane na naszym kanale. Jeśli jesteście zainteresowani zegarem czy naszą szklanką dobrej rozmowy, informacje, jak je można zdobyć, znajdziecie w opisie do naszego filmu.  

 

🟢 👨‍🍳👉 Zerknij na nasze filmy kulinarne 🍰 PRZEPIS NA SZYBKIE CIASTO 

1. czytanie (So 2, 3; 3, 12-13)

Szukajcie pokory

Czytanie z Księgi proroka Sofoniasza

Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi, którzy wypełniacie Jego nakazy; szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory, może się ukryjecie w dzień gniewu Pańskiego.

Zostawię pośród ciebie lud pokorny i biedny, a szukać będą schronienia w imieniu Pana. Reszta Izraela nie będzie czynić nieprawości ani wypowiadać kłamstw. I nie znajdzie się w ich ustach zwodniczy język, gdy paść się będą i wylegiwać, a nie będzie nikogo, kto by ich przestraszył.

Psalm (Ps 146 (145), 6c-7. 8-9a. 9b-10 (R.: por. Mt 5, 3))

Ubodzy duchem mają wstęp do nieba, albo: Alleluja

Bóg wiary dochowuje na wieki, *
uciśnionym wymierza sprawiedliwość,
chlebem karmi głodnych, *
wypuszcza na wolność uwięzionych.

Ubodzy duchem mają wstęp do nieba, albo: Alleluja

Pan przywraca wzrok ociemniałym, *
Pan dźwiga poniżonych.
Pan kocha sprawiedliwych, *
Pan strzeże przybyszów.

Ubodzy duchem mają wstęp do nieba, albo: Alleluja

Ochrania sierotę i wdowę, *
lecz występnych kieruje na bezdroża.
Pan króluje na wieki, *
Bóg twój, Syjonie, przez pokolenia.

Ubodzy duchem mają wstęp do nieba, albo: Alleluja

2. czytanie (1 Kor 1, 26-31)

Bóg wybrał wzgardzonych

Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian

Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Według oceny ludzkiej niewielu tam mędrców, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nieszlachetnie urodzone według świata oraz wzgardzone, i to, co w ogóle nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga. Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem, aby jak to jest napisane, «w Panu się chlubił ten, kto się chlubi».

Aklamacja (Mt 5, 12a)

Alleluja, alleluja, alleluja

Cieszcie się i radujcie,
albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia (Mt 5, 1-12a)

Błogosławieni ubodzy w duchu

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami:

«Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie».

 

4 Niedziela Zwykła rok A/B/C

Czytania Liturgiczne pochodzą z Lekcjonarza wydanego przez: Wydawnictwo Pallottinum

3 Niedziela Zwykła rok A

3 Niedziela Zwykła rok A

3 Niedziela Zwykła rok A (Mt 4, 12-23) W minionym tygodniu w naszej diecezji odnaleziono poszukiwany od 80 lat - obraz Józefa Mehoffera. Wisiał… w miejscu, którego nikt by nie podejrzewał. I kiedy na niego patrzę, widzę coś więcej niż historię sztuki. Widzę Ewangelię....

2 Niedziela Zwykła rok A

2 Niedziela Zwykła rok A

2 Niedziela Zwykła rok A (J 1, 29-34) Historia astronauty (James Irwin) jest jak „zimny prysznic” dla naszej pogoni za podziwem. Punkt ciężkości przenosi się z wielkich osiągnięć na jedno pytanie: kto rządzi moim życiem i co je oświetla? Po misji Apollo 15 wszyscy...

Niedziela Chrztu Pańskiego rok A

Niedziela Chrztu Pańskiego rok A

Niedziela Chrztu Pańskiego rok A (Mt 3, 13-17) Czy można zgasić światłość wiekuistą… dla oszczędności? W tym odcinku wracam do ostatnich słów Juliana Tuwima – zapisanych na serwetce godzinę przed śmiercią. Zderzam je z naszym światem: piosenkami bez sensu, szopkami...

Postaw mi kawę na buycoffee.to