19 Niedziela Zwykła rok A

sie 7, 2026 | Ks. Marek Studenski, Rok A

Ostatnie słowa Piotra 19 Niedziela Zwykła rok A

Tysiące gumowych zabawek wypadły z kontenera i rozpoczęły wieloletnią podróż przez oceany. Niektóre przepłynęły tysiące kilometrów, inne na wiele lat zostały uwięzione w lodzie.

Ta prawdziwa historia staje się niezwykle trafnym obrazem informacji, obrazów i opinii, które nieustannie docierają do naszej świadomości. Czy można być nimi tak „przekarmionym”, że zabraknie miejsca na Ewangelię i głos Boga?

Opowiem dzisiaj o hałasie, ciszy, kryzysie wiary i wołaniu Piotra „Panie, ratuj mnie!” Ewangelia uczy nas, że można być o krok od Jezusa — i właśnie wtedy zacząć tonąć. Historia Piotra pokazuje, że kryzys nie zawsze oznacza brak wiary. Czasem najważniejsze nie jest to, by nigdy nie stracić gruntu pod nogami, ale by wiedzieć, do kogo zawołać.

Gumowe kaczuszki i świat pełen informacji

Zapraszam na szklankę dobrej rozmowy. Pewnie pamiętamy z dzieciństwa żółtą gumową kaczuszkę, którą wkładano nam do wanny, żebyśmy łatwiej znieśli kąpiel. Moi kochani, 10 stycznia 1992 roku na Pacyfiku płynął kontenerowiec. Jeden kontener był wypełniony gumowymi zabawkami. Były to żółte kaczuszki, zielone żabki, niebieskie żółwie i czerwone bobry. Nastąpiła awaria i kontener wpadł do morza. Wszystkie zabawki w liczbie 28800 wypłynęły, a że były gumowe, napełnione powietrzem, unosiły się na powierzchni wody.

Moi kochani, niesamowita rzecz – to była gratka dla oceanografów. Te zabawki gumowe w krótkim czasie rozprzestrzeniły się po całym świecie. Już za 11 miesięcy, bo w listopadzie, plażowicze znaleźli gumową kaczuszkę na Alasce. Część z nich dotarła do Japonii, wróciła na Alaskę. Część poprzez Cieśninę Beringa dostała się do terenu podbiegunowych i tam została uwięziona na kilkanaście lat w bryle lodu, po to, żeby za jakiś czas pojawić się w miejscu katastrofy Titanica. Kaczuszki, bobry, żółwie i żabki przebyły 17 000 mil i do dziś prawdopodobnie dryfują na falach wód. I gdzieś może ktoś będzie miał szczęście – może w czasie tych wakacji również – że znajdzie takiego żółwika czy taką kaczuszkę. Moi kochani, to jest obraz tego, jak to, co jest emitowane dzisiaj w świecie, stale bombarduje naszą wyobraźnię. To nie jest tak, że te tysiące Informacji, plotek – niektóre są celowo emitowane, żeby manipulować nami – że to na nas nie działa. Trzeba wielkiej odporności, żeby te kaczuszki, bobry i żółwie nie atakowały nas, bo raz wysłane one stale do nas docierają. A tych źródeł wysyłania informacji jest bardzo wiele.

Gdzie można usłyszeć Boga?

I moi kochani, dzisiaj w pierwszym czytaniu dowiadujemy się, gdzie można spotkać Pana Boga. Eliasz jest w rozpadlinie skalnej i czeka na przyjście Pana. Pojawia się niesamowita wichura, jakaś nieludzka, bo takich wiatrów przecież nie ma, żeby burzyły skały i góry. Potem jest trzęsienie ziemi. Pana nie ma ani w wichurze, ani w trzęsieniu ziemi. Potem przychodzi ogień. Boga nie ma w ogniu. A potem Eliasz słyszy szmer łagodnego powiewu i już wie, że On nadchodzi. Eliasz wychodzi na spotkanie Pana Boga w ciszy łagodnego powiewu. I moi kochani, jeśli chcemy spotkać Boga, musimy zdobyć się na ten komfort, by odnaleźć ciszę. Bo Pan Bóg przychodzi cicho, na palcach, mówi bardzo cicho. Trzeba się wsłuchiwać. I moi kochani, trzeba umieć zdystansować się od tych żółwików, kaczuszek i bobrów, które atakują ciągle naszą świadomość, naszą pamięć, nasze serce, nasz umysł – żeby zrobić miejsce dla Pana Boga. To jest ciekawe, że dzisiaj człowiek nie potrafi niczego kontemplować.

Czy potrafimy jeszcze przeżywać chwilę?

Była taka bardzo ciekawa sytuacja. Ona szerokim echem się odbiła na całym świecie. Arena di Verona we Włoszech, występuje znana piosenkarka Adele, znana chociażby z tego przeboju z „Jamesa Bonda” – „Skyfall”. I w pewnym momencie ona śpiewa, zauważa, że jedna z kobiet na widowni wyciąga aparat czy komórkę, zaczyna ją filmować. A wtedy Adele przerwała koncert i mówi tak: Proszę pani, co pani robi? Przecież, halo, ja tu jestem, jestem na żywo. Chciałam się z panią spotkać. Dlaczego pani się nie cieszy koncertem? Niech pani popatrzy – tam za płotem, za ogrodzeniem tej areny, są ludzie, którzy chcieli tutaj wyjść, a już zabrakło dla nich biletów. A pani zamiast słuchać i kontemplować, filmuje. Nic pani z tego nie będzie miała. I moi kochani, okazało się, że ta kobieta odłożyła aparat, a rozległa się burza braw. Może było tych braw nawet więcej niż za koncert, bo ci ludzie sami sobie uświadomili, to była kapitalna lekcja, bo pewnie wielu z nich miało takie aparaty. I zresztą to jest też paradoks, że ta scena została sfilmowana przez tysiące ludzi. Czyli tylu ludzi zamiast słuchać i kontemplować – miało aparat.

Moi kochani, Bóg przychodzi w ciszy łagodnego powiewu. Jeśli nie zdobędziemy się na ten komfort, możemy ominąć przyjście Pana Boga, a to nas może drogo kosztować.

Duchowe przekarmienie – czy jest w nas miejsce na Ewangelię?

Wyobraźmy sobie taką sytuację, że mamy znajomych, którzy słyną z kunsztu kulinarnego. Zapraszają gości na przyjęcie i mówią: Słuchajcie, ale pamiętajcie, żebyście za bardzo od rana nie jedli, bo tu mamy fajne potrawy przygotowane, żebyście przynajmniej z każdej coś skorzystali, zakosztowali każdej tej potrawy. Ja sam – czasami zdarza mi się zaprosić przyjaciół czy krewnych i wtedy mówię to samo: Nie jedzcie, no bo będziecie napełnieni. Moi kochani, wyobraźcie sobie, że pewien człowiek idzie na to przyjęcie, ale był po pracy głodny i nie wytrzymał. Wstąpił po drodze, myślał a to przekąszę jakiegoś hamburgera. Zjadł fast fooda. Potem kupił sobie chipsy jakieś na jakimś starym tłuszczu smażone. Najadł się tego wszystkiego. Przychodzi na przyjęcie, a tam wspaniała zupa doprawiona i cały aromat dochodził do jego zmysłu powonienia. Ale niestety próbował – nie dał rady skosztować. Wszyscy się rozpływali w zachwytach. Potem ryby, jakieś dobre sałatki, wszystko zdrowe, wspaniale doprawione. On tylko musiał patrzeć na to wszystko, ponieważ jego żołądek był tak przepełniony tym niezdrowym jedzeniem, że zabrakło miejsca na te frykasy, na te delicje. Tu ksiądz Piotr właśnie mówi, że jego tata miał taką sytuację, że był zaproszony na spotkanie na przyjęcie i gospodyni podała najpierw deser – tzw. „kopiec kreta” z masą taką słodką, tłustą. A potem wspaniałe ryby w galarecie, które niestety już się nie zmieściły. A jeżeli nas słuchają mieszkańcy Górnego Śląska, to wiedzą, co to znaczy „kopa śląska” albo „kopa pszczyńska” – to jest taki deser, który jest chyba najbardziej kaloryczny na świecie i każdy wie, że jak się taką kopę zje, to już potem – tam jest wszystko i krem, i kawałek biszkopta, i galareta, i bita śmietana, i jeszcze inne dodatki. Jak ktoś zje taką kopę, to już nic nie wyjdzie.

Moi kochani, ten obraz, ta sytuacja znakomicie obrazuje naszą sytuację duchową. Jeśli jesteśmy przekarmieni tym, co ciągle do siebie dopuszczamy, buszując po internecie, scrollując ekran naszego smartfona – czy będzie miejsce dla tego, co wartościowe? Czy rozpoznamy Pana Boga i czy będziemy w stanie przyjąć to, co On chce nam przekazać? Jeśli się zastanawiamy, dlaczego tak wielu ludzi dzisiaj chodzi smutnych, przybitych – to dlatego, że nie dociera do nich Radosna Nowina, Dobra Nowina, Ewangelia – bo są ciągle przekarmieni bezwartościowymi kaczuszkami, żółwikami i bobrami.

Otworzył Ewangelię, by znaleźć błędy

Moi kochani, to jak ważna jest chociażby chwilka na spotkanie z Ewangelią, mówią nam o tym życiorysy bardzo wielu ludzi. Ostatnio przeczytałem kapitalną historię. Otóż są czasy carskie i w Szwajcarii jest dyplomata rosyjski, jeszcze z czasów cara ze swoimi dziećmi, z rodziną. Wybucha rewolucja październikowa i on wie, że gdyby wrócił do swojej ojczyzny – to zginie. Więc został już na Zachodzie. Jego syn ma na imię Andriej. Andriej Blum i ten syn jest niewierzący. Jako młodzieniec, jako młody człowiek został zaproszony na spotkanie z jednym z teologów. Sergiej Bułgakow, znany teolog, zresztą bardzo pozytywnie nastawiony też do Kościoła katolickiego. Jego mama poprosiła: Idź, może on do ciebie dotrze. Poszedł na spotkanie. Siedział wściekły, bo był człowiekiem walczącym z wiarą. I po spotkaniu był tak nabuzowany tym wszystkim, taka była w nim takie negatywne nastawienie, takie negatywne emocje, że mówi: Muszę sprawdzić, czy ten mówca się nie pomylił. Sprawdzę, co to jest ta Ewangelia. I chciał przeczytać Ewangelię, żeby znaleźć błędy, żeby się utwierdzić jeszcze w swojej postawie ateistycznej.

Najkrótsza Ewangelia świętego Marka. Zaczął czytać i nagle, kiedy przechodził od drugiego do trzeciego rozdziału – w jego pokoju stało biurko – nagle myśl taka granicząca z pewnością: Po drugiej stronie biurka, chociaż Go nie widzę, ktoś jest. Odczuł obecność Jezusa znajdującego się po drugiej stronie biurka. Czytał dalej. Doszedł do męki i śmierci Jezusa. Mówi: Jezus jest Synem Bożym. Nie mam żadnej wątpliwości. I moi kochani, co dalej? Czyta, że słońce Pana Boga świeci nad dobrymi i złymi. Jego problemem było to, że wszystkich traktował jak wrogów. Po raz pierwszy wyszedł na ulicę. Patrzył na ludzi i mówi: Kocham ich wszystkich. W każdym jest dobro i zło. Ale to nie znaczy, że mam ich nie kochać, że mam być do nich wrogo nastawiony. Został lekarzem, chirurgiem. W czasie II wojny światowej był chirurgiem w wojsku francuskim i już wtedy odczuł potrzebę oddania się na całego Jezusowi. Poszedł do jednego z mnichów prawosławnych, który gdzieś tam był na Zachodzie i ten mówi: Słuchaj, na razie nie mam możliwości, żebyś wstąpił do klasztoru. Ale przyjmuję cię już teraz. Masz osiem godzin dziennie spędzać na modlitwie – obojętnie czy w dzień, czy w nocy. On się zapytał o ślub posłuszeństwa. Jak go mam realizować? Mówi: Nakazuję ci, twoim przełożonym będzie twoja mama. Bądź posłuszny matce. I tak to realizował. I moi kochani, po wojnie wstępuje do zakonu. I zostaje metropolitą na całą Wielką Brytanię. Umiera w sędziwym wieku ponad 92 lat. I jest człowiekiem głębokiej mądrości, niesamowitej przenikliwości, wspaniałym pasterzem. I moi kochani, zobaczcie – chwila z Ewangelią i to otwartą po to, żeby się utwierdzić w swojej wrogości wobec Pana Boga sprawiła, że odczuł w sposób wręcz namacalny obecność Jezusa Chrystusa. Niesamowita rzecz, zobaczcie, ile znaczy ta chwila w ciszy – odejść z tego świata. Zacząć od 5 minut. Ja ostatnio pragnę tu się pokłonić ojcom jezuitom ze Starej Wsi, spotkałem tam też siostry, siostry zakonne, które słuchają „Szklanki dobrej rozmowy i wiem, ile mi te 4 dni dały. One mogą naładować człowieka na całe miesiące. Manresa w Starej Wsi jest miejscem, no szczególnie osoby duchowne przybywają i wiedzą, że tam, tam wraca się przemienionym.

Gdy zaczynasz tonąć – „Panie, ratuj mnie!”

Moi kochani, dzisiaj w Ewangelii mamy niesamowitą scenę. Po burzy na jeziorze Genezaret Piotr robi coś paradoksalnego. Mimo że najadł się tyle strachu, mówi teraz Jezusowi: Każ mi przyjść do siebie po wodzie. Idzie i w ostatnim momencie, gdy był przy Jezusie, zaczął tonąć. I wiedział, że musi powiedzieć: Panie, ratuj mnie, bo tonę. I moi kochani ten odruch: „Panie, ratuj mnie” jest bardzo ważny, bo on może człowieka uratować. Ale żeby zdobyć się na takie zawołanie, żeby zdobyć się na takie S.O.S trzeba być do tego przygotowanym. Moi kochani, pewien człowiek, pewien młody chłopak, wyjeżdża na studia do miasta. To jeszcze było w czasach, kiedy nie było telefonów komórkowych. Nie było tak się łatwo skontaktować z domem. I ojciec daje mu mapkę i mówi: Słuchaj, tu jest punkt, to jest ten adres, dobrze sobie go zapamiętaj. Tu mieszka mój przyjaciel z lat studenckich, mój bardzo dobry przyjaciel. I on cię zawsze przyjmie. Tata pisze numer telefonu, podkreśla ten adres. Robi tam kółeczko na mapie. Chłopak wkłada to do kieszeni, ale mówi: Ale po co mi to tata daje? Przecież jest akademik. Mam z czego żyć. Będę się uczył. To jest niepotrzebne. Tata zawsze jest przewrażliwiony. I w pewnym momencie, w czasie tych studiów nagle ma sytuację kryzysową. Kończą się oszczędności, nie ma z czego pokryć już akademika, świat mu się wali, nie wie, co dalej robić. Przeżywa takie stresy, smutki, że nie potrafi sobie z tym poradzić. I nagle przypomina sobie, że ma tę kartkę. Otwiera, odczytuje adres i okazało się, że ten przyjaciel ojca rzeczywiście był dobrym przyjacielem i go przyjął i umożliwił ukończenie studiów.

I moi kochani, gdyby nie miał tej karteczki z adresem, z numerem telefonu – w tej sytuacji jego studia by się musiały zakończyć i musiałby wpaść w rozpacz, no bo wszystko skończone. I moi kochani, to nie jest tak, że my od razu przewidzimy, co nas w życiu czeka. Człowiek, który żyje Ewangelią, który czyta Ewangelię – i w radosnych chwilach swego życia i w trudniejszych jest przygotowany, bo wie, że jak zacznie tonąć, to ma do kogo iść, wie do kogo pójść, zna ten adres: Jezus Chrystus – wie, gdzie Go spotkać. Moi kochani, to jest też bardzo znamienne, że Piotr przeszedł po wodzie i zaczął tonąć dopiero gdy był przy Jezusie. Był na wyciągnięcie ręki. Wtedy zaczął tonąć, kiedy już był tak blisko. To znaczy, że wszyscy nosimy skarb w naczyniach glinianych. I osoby konsekrowane, które żyją cały czas Ewangelią, nie są wolne od tego, że może przyjść kryzys. Księża, którzy realizują swoje powołanie, starając się jak najlepiej to czynić, nie mogą nigdy usiąść na laurach, że mnie już żaden kryzys nie czeka, bo można być bardzo blisko Jezusa i zacząć tonąć. Ale zauważcie, że Jezus nikogo nie przekreśla. Właśnie dlatego, że Piotr wiedział, do kogo się zwrócić po pomoc, mówi: Panie, ratuj mnie! I tam są niesamowite słowa: Jezus natychmiast chwycił go za rękę i wyciągnął.

Moi kochani, to jest właśnie to, że ta chwila ciszy sam na sam z Bogiem może być zbawienna. Bo kiedy w życiu coś się zawali, wiem, do kogo wyciągnąć rękę, a wtedy mam pewność, że On natychmiast mnie uchwyci i wyciągnie z odmętów, wyciągnie z tej toni. Te wszystkie błogosławione chwile oby były codziennie w naszym życiu. To nie jest jakaś alternatywa, którą mogę mieć, a mogę z niej nie skorzystać. Moi kochani, ja mówię to Wam z własnego doświadczenia. Wiem co mówię. Bez tych chwil sam na sam z Bogiem przed Najświętszym Sakramentem, z Pismem Świętym w ręku, tu mnie by dzisiaj prawdopodobnie nie było. I to nie jest tak, że to można raz sobie zafundować, a potem już będzie wszystko w porządku. Nie, to musi być stała praktyka. I tego wam wszystkim życzę, żeby nie było dnia bez tego łagodnego powiewu przebywania sam na sam z Bogiem. Uczmy się tego od proroka Eliasza i od św. Piotra. Pan z wami. Niech was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty.

Bardzo dziękujemy za wszystkie formy wsparcia poprzez Patronite, Buycoffee, przycisk „Wesprzyj”, wpłaty na konto. Dziękujemy wszystkim. Listę tych, którzy nas wspierają, naszych mecenasów przekażemy po wakacjach. Kiedy klikacie kciuk w górę, polubiacie film, pojawia się funkcja” „Podbij” odcinek. Możecie przyznać nam punkty. I tak algorytmy tworzą listę rankingową i przez to nasz odcinek może trafić do większej ilości osób, jeśli oczywiście zdobędziemy dużo punktów. Z góry bardzo dziękujemy. A tutaj macie playlistę naszych wakacyjnych odcinków.

🟢 👨‍🍳👉 Zerknij na nasze filmy kulinarne 🍰 PRZEPIS NA SZYBKIE CIASTO 

1. czytanie (1 Krl 19, 9a. 11-13a) Bóg objawia się Eliaszowi Czytanie z Pierwszej Księgi Królewskiej Gdy Eliasz przyszedł do Bożej góry Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Bóg rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!» A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pana nie było w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pana nie było w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pana nie było w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. Psalm (Ps 85 (84), 9ab i 10. 11-12. 13-14 (R.: por. 8)) Okaż swą łaskę i daj nam zbawienie Będę słuchał tego, co Pan Bóg mówi: * oto ogłasza pokój ludowi i swoim wyznawcom. Zaprawdę, bliskie jest Jego zbawienie † dla tych, którzy Mu cześć oddają, * i chwała zamieszka w naszej ziemi. Okaż swą łaskę i daj nam zbawienie Łaska i wierność spotkają się z sobą, * ucałują się sprawiedliwość i pokój. Wierność z ziemi wyrośnie, * a sprawiedliwość spojrzy z nieba. Okaż swą łaskę i daj nam zbawienie Pan sam szczęściem obdarzy, * a nasza ziemia wyda swój owoc. Sprawiedliwość będzie kroczyć przed Nim, * a śladami Jego kroków zbawienie. Okaż swą łaskę i daj nam zbawienie 2. czytanie (Rz 9, 1-5) Izrael jest ludem Bożym Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Rzymian Bracia: Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieustanny ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą, odłączonym od Chrystusa dla zbawienia braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami. Są to Izraelici, do których należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus według ciała, Ten, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. Amen. Aklamacja (Por. Ps 130 (129), 5) Alleluja, alleluja, alleluja Pokładam nadzieję w Panu, ufam Jego słowu. Alleluja, alleluja, alleluja Ewangelia (Mt 14, 22-33) Jezus chodzi po jeziorze Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!» Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?» Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym».

​​

19 Niedziela Zwykła rok A/B/C Czytania Liturgiczne pochodzą z Lekcjonarza wydanego przez: Wydawnictwo Pallottinum
18 Niedziela Zwykła rok A

18 Niedziela Zwykła rok A

Czujesz ciągły brak czegoś 18 Niedziela Zwykła rok A (Mt 14, 13-21 Jeśli czegoś ci brakuje to często jest to początek wielkiej historii a nie koniec. Kiedy na wiedeńskim dworze zabrakło głównego kucharza, młody Franciszek Sacher stanął przed zadaniem, do którego...

17 Niedziela Zwykła rok A

17 Niedziela Zwykła rok A

ak kiedyś robili cukier 17 Niedziela Zwykła rok A (Mt 13, 44-52) Cukier przez wieki był skarbem bogatych. Przywożono go z daleka, z trzciny cukrowej, a jego cena zależała od statków, imperiów i wojen. Nikt nie przypuszczał, że wielka rewolucja zacznie się od czegoś...

16 Niedziela Zwykła rok A

16 Niedziela Zwykła rok A

Bóg widzi zło i czeka - dlaczego? 16 Niedziela Zwykła rok A (Mt 13, 24-43) Antybiotyk może zabić groźne bakterie, ale może też zniszczyć te dobre, bez których organizm staje się bezbronny. Jezus w przypowieści o pszenicy i chwaście mówi o czymś bardzo podobnym: Bóg...

Postaw mi kawę na buycoffee.to