17 Niedziela Zwykła rok A

lip 24, 2026 | Ks. Marek Studenski, Rok A

ak kiedyś robili cukier 17 Niedziela Zwykła rok A (Mt 13, 44-52)

Cukier przez wieki był skarbem bogatych. Przywożono go z daleka, z trzciny cukrowej, a jego cena zależała od statków, imperiów i wojen. Nikt nie przypuszczał, że wielka rewolucja zacznie się od czegoś tak zwyczajnego jak burak. Ta zaskakująca historia cukru prowadzi nas do Ewangelii o Bogu, który potrafi ukryć skarb w tym, co niepozorne, odrzucone i pozornie przegrane.

Co zrobić, kiedy życie zabiera Ci coś, czego sam nigdy byś nie oddał? Czasem największy skarb ukryty jest nie w sukcesie, ale w stracie, której nie potrafimy zrozumieć.

W tym odcinku pojawia się przejmująca historia ojca, który stracił piętnastoletnią córkę w wypadku. Przez lata zmagał się z bólem i przebaczeniem, aż odkrył, że przebaczyć nie znaczy zapomnieć ani uznać, że nic się nie stało. Przebaczyć to pozwolić Bogu wejść w ranę, która mogłaby zamknąć serce na zawsze.

I właśnie wtedy wydarza się coś niezwykłego. Ten człowiek, wyrwany nagle ze swojej zakrystii i przewieziony na SOR, spotyka osobę, która po własnej stracie przestała wierzyć w Boga. To, co wyglądało jak przeszkoda, staje się misją. To, co wyglądało jak przypadek, okazuje się miejscem działania łaski. Bo Bóg potrafi ukryć skarb nie tylko w polu, ale także w bólu, przebaczeniu i spotkaniu, którego nigdy byśmy sobie nie zaplanowali.

Jak burak zmienił historię cukru

Zapraszam na szklankę dobrej rozmowy. Przez całe wieki cukier pozyskiwano tylko z trzciny cukrowej. Sprowadzano ją z Karaibów. Celowali w tym Anglicy i był to bardzo drogi sposób. W XIX wieku w miejscowości Konary na Dolnym Śląsku Franz Achard, biolog i chemik, pod wpływem wcześniejszych odkryć zaczął badać buraki cukrowe. Doszedł do tego, że zawierają one bardzo dużą ilość cukrów. I opracował metodę pozyskiwania cukru z buraków cukrowych. Nie dowierzano mu. Nie wierzono, że ta metoda zda egzamin. Mało tego, Anglicy byli przerażeni. Ich system ekonomiczny mógł runąć, pogrążyć się w gruzy. Dlatego przeszkadzali mu, a nawet proponowali przeprowadzenie się do Wielkiej Brytanii, by pracował dla nich. On jednak rozwinął swoją działalność. Niestety, pożary i brak zainteresowania kogokolwiek tą metodą sprawiły, że Achard umarł w zapomnieniu. Ale pozostała jego metoda.

Moi kochani, wojny napoleońskie – Wielka Brytania w odwecie blokuje drogę morską, odcina drogę Karaiby – imperium francuskie. Napoleon odpowiada tym samym. Statki nie mogą przepływać z Karaibów. Nie ma cukru. Napoleon dowiaduje się o możliwości pozyskiwania cukru z buraków cukrowych. Dofinansowuje potężnymi środkami tę metodę i dzięki temu mamy dziś tani cukier. Potrzebna była pozorna klęska – wojny i blokady ekonomiczne – żeby ten pomysł, który mógł ulec zapomnieniu, popaść w całkowitą niepamięć, mógł ujrzeć światło dzienne. I dzisiaj mamy cukier z buraków cukrowych. No – historia zatoczyła koło – mamy również cukier trzcinowy, ale to jest luksus. Żyjemy w takich czasach, że możemy sobie na to pozwolić. Moi kochani, to jest jedna z tych sytuacji, gdzie pozorna klęska staje się sukcesem.

Beethoven: gdy strata rodzi arcydzieło

Mistrzem w pozyskiwaniu takich sytuacji jest Bóg. Dzisiaj Święty Paweł w Liście do Rzymian wypowiada moje ulubione słowa – Rzymian. 8,28: Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. We wszystkim – to znaczy także w pozornych niepowodzeniach i klęskach. Ludwig van Beethoven – to jest chyba największa ironia losu, że ten genialny kompozytor zaczął tracić słuch.

I moi drodzy, kiedy dobrze słyszał, komponował dzieła, które były pod wielkim wpływem Mozarta, Haydna, czyli poprzednich kompozytorów. Zaczął tracić słuch i moi drodzy, opracował sposoby, żeby ratować resztki słuchu. Najpierw używał hełmu nakładanego na głowę, dzięki któremu odbierał wibracje, a potem skonstruował tak zwany dentafon. Dentafon to od zębów – dentysta. Na czym polegało to urządzenie? Miał naczynie z membramą, którą wkładał do fortepianu. Odbierało wibracje ze strun. Drut owinięty materiałem był przewodem, który łączył tę membranę z patykiem, z kijkiem, takim palikiem, który on mocno trzymał w zębach. I zębami odbierał wibracje płynące z fortepianu. I wtedy powstały przepiękne sonaty fortepianowe, chociażby najbardziej znana „Sonata księżycowa” czy „Sonata patetyczna”. Warto słuchać tych sonat. One niesamowicie uspokajają i wznoszą serca w górę. Im bardziej tracił słuch – tym bardziej genialne dzieła. Potem prawdopodobnie odciął nogi od fortepianu i grał siedząc na podłodze, odbierając z podłogi z parkietu wibracje, bo już nie było innego sposobu. I doszło do tego, że stracił słuch.

I moi drodzy, niesłyszący, głuchy Beethoven komponuje genialne dzieła. Dziewiąta symfonia Beethovena, która wyznaczyła szlaki w przyszłość, ku Mahlerowi czy chociażby Pendereckiemu – genialne dzieło. Nie wzorował się tutaj na niczym. Pisał będąc zupełnie głuchym. Nic nie słyszał. A będąc niesłyszącym skomponował również monumentalną mszę – „Missa Solemnis”. Prawdopodobnie właśnie dlatego, że nie słyszał, był odcięty od jakichkolwiek bodźców zewnętrznych, które mu przeszkadzały. Nie wzorował się już na nikim. W sercu i w umyśle tworzył dzieła zupełnie „na sucho”, nie słysząc swoich utworów. I to jest też niesamowita asceza kompozytora, który komponował genialne dzieła, nie mogąc ucieszyć się ich brzmieniem, bo nie mógł ich usłyszeć. Przed śmiercią Beethoven wypowiada zdanie: W niebie będę słyszał. Niesamowita historia, moi kochani, Pan Bóg dopuścił to cierpienie, ale z niego zostało wydobyte większe dobro. I Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra.

Ojciec, który stracił córkę i odnalazł misję

W Ewangelii dzisiejszej mamy historię człowieka, który dowiedział się, że na polu ukryty jest skarb. Sprzedał wszystko, co miał, żeby kupić to pole ze skarbem. Ale bardzo często to nie my z własnej woli sprzedajemy, oddajemy to, co mamy, ale życie nas samo tego pozbawia wbrew naszej woli. Ale Pan Bóg z tego potrafi wyprowadzić dobro. Przecież Ludwig van Beethoven nie stracił słuchu na własną prośbę. Ten słuch sam od niego odszedł. Został go pozbawiony. Ale jakie dzieła, jakie genialne dzieła wtedy zaczął tworzyć.

Moi drodzy, poznałem bardzo miłego pana kościelnego w jednej z dużych parafii. Miałem okazję z nim rozmawiać – z nim i z jego żoną. I opowiedzieli mi historię, która ich spotkała – historię bardzo trudną, ale bardzo piękną. Jeśli mnie słyszy, to go serdecznie pozdrawiam. Otóż mieli córkę. Córka miała 15 lat. Przechodziła przez przejście dla pieszych. Jechał kierowca. Przekroczył prędkość i potrącił śmiertelnie ich córkę. Stracili ukochane dziecko. I ten pan, który jest człowiekiem głęboko wierzącym, mówił, że nie mógł sobie z tym poradzić. Walczył z sobą, żeby przebaczyć temu kierowcy, ale nie potrafił. Blokada wewnętrzna. Nie daje rady. Modlił się o to. I w pewnym momencie, pewnego dnia dostał taką łaskę, że powiedział: Przebaczam. Dodał, kiedy mi to opowiadał, że to nie było tak, że w jednej chwili te wszystkie pretensje, te wszystkie żale odeszły. Natomiast aktem woli przebaczył temu sprawcy wypadku i mówi, że od tego momentu w jego życiu zaczęły się dziać niesamowite rzeczy. Opowiedział mi dwie takie sprawy, które pojawiły się właśnie po tym, jak wybaczył sprawcy wypadku. Ale jedna jest szczególnie ciekawa i ją tutaj przytoczę.

Moi kochani – Wielki Piątek. On, jak już powiedziałem, jest zakrystianinem, jest kościelnym. W czasie Triduum Paschalnego kościelny jest najważniejszą postacią w zakrystii, bo on wie, gdzie są schowane kołatki, które są raz w roku używane tylko w Wielkim Tygodniu, welon na Najświętszy Sakrament, elementy Bożego Grobu. I właśnie już ma się rozpocząć ceremonia Wielkiego Piątku, obrzędy liturgii wielkopiątkowej, kiedy on odczuwa straszny ścisk w klatce piersiowej, ból niesamowity. Siada w fotelu. Wzywają pogotowie. I na sygnale, przewożą go do szpitala. Prawdopodobnie jakiś silny zawał. I on w tej karetce cały czas jest myślami w zakrystii. Co tam się dzieje? Jak sobie dają radę bez niego? Przecież tylko on wie o niektórych sprawach. Nie mógł tego przeżyć. Moi kochani na SORze EKG, echo serca. Ratownicy medyczni mówią: Proszę tutaj siadać i nie ruszać się z tego fotela. Czekać na wyniki. Patrzy – a obok niego siedzi jakaś młoda kobieta. I chcąc zrzucić z siebie ten ciężar, zaczyna z nią rozmawiać i mówi: Jestem tutaj kościelnym niedaleko stąd. Nie wiem, co się stało. Niesamowity ból w klatce piersiowej. Zostawiłem zakrystię. Za chwilę mają się rozpocząć ceremonie Wielkiego Piątku. Jak księża sobie tam dadzą rady… Ja nie mogę tego przeżyć. Siedzę tu jak na szpilkach. I wtedy ta kobieta mu przerywa: Proszę pana, niech pan mi nie mówi o Bogu, o Kościele. Pan Bóg nie istnieje. Pana Boga nie ma. – Dlaczego, dlaczego pani tak mówi? – Tata miał 65 lat i wzięli go tutaj na sygnale. I teraz się dowiedziałam, że zmarł. Jak ja to powiem dzieciom? Wnuki tak kochają dziadka. Święta, Wielkanoc – jak ja to wytłumaczę? Gdyby Pan Bóg istniał, to by na to nie pozwolił. Proszę mi o Bogu nie mówić. I wtedy ten pan kościelny mówi tak: Ja bardzo dobrze, doskonale panią rozumiem. Wiem, co pani czuje. Ale powiem pani jedno: Tata jeszcze mógł żyć. Był stosunkowo jeszcze młody. Ale moja córka miała 15 lat. Zginęła w wypadku. I powiem pani, że gdyby nie wiara i Bóg, to bym tego nie przeżył. Tylko dlatego mogłem to przyjąć, że wierzę w Boga i On mi dał siłę. I nagle ta kobieta zaczyna się otwierać i mówi: Tak, to niech pan opowie, jak to było. I on zaczyna jej tłumaczyć. Ona już zaczyna z nim spokojnie rozmawiać i nagle wychodzi lekarz z plikiem wyników: Proszę pana, niech pan tu podejdzie. – Ratownicy mi zabraniali wstawać. – Proszę pana, może pan podejść. On przychodzi do lekarza, podchodzi do lekarza, a lekarz pokazuje wyniki. Mówi: Wyniki są w porządku, serduszko bije jak dzwon. To na pewno nie jest zawał. To będzie coś innego. Jak się dowiedział, że to nie zawał, nagle czuje, jakby coś się rozkurczyło w jego klatce piersiowej. Przestało go boleć i ten ból już nigdy nie wrócił. Po świętach kolejne badania. Okazało się, że jest zdrowy. Lekarz mu na tym SORze mówi: A może pan się czymś bardzo przejmował? To mogły być nerwobóle. I wracając z SOR-u ze szpitala do kościoła – bo tam jeszcze potem zdążył wszystko poukładać i przygotować wszystko na Wielką Sobotę – otrzymał taką myśl: Bóg potrzebował mnie bardziej tam w szpitalu, na SORze, na izbie przyjęć niż w zakrystii. Tam sobie dali radę. A ta kobieta być może gdyby nie moje świadectwo, straciłaby wiarę w Pana Boga. Pan Bóg potraktował mnie, użył mnie jako swoje narzędzie, bo mnie tam potrzebował. Ale to wszystko zaczęło się w moim życiu dopiero wtedy, kiedy przebaczyłem temu kierowcy. Stałem się, tak to czuję, narzędziem w rękach dobrego Boga.

I moi kochani, czy to nie jest kolejna historia, kolejne doświadczenie człowieka, który przeżył to, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. Wchodzi w nasze cierpienia, nasze troski i kryzysy – i wyprowadza z nich dobro.

Tak jak w każdej historii, jest jedno „ale”. Jeśli w sytuacji po ludzku niemożliwej do przekroczenia powiemy: „Nie dam rady”, zamkniemy się na Pana Boga, wykluczymy Jego działanie, zamkniemy serce na obecność Boga – nie przejdziemy dalej. Trzeba z naszej strony aktu zaufania, zawierzenia. To tak, jakbyśmy podeszli do drzwi ruchomych. Jeśli nie zrobimy kroku do przodu – drzwi się nie otworzą. Chodzi o to, żeby w sytuacji, która jest po ludzku beznadziejna, zrobić jednak krok do przodu. I doświadczymy wtedy, że ściana się odsuwa i pojawia się całkiem nowa perspektywa, której wcześniej nie widzieliśmy. Tak jak było w życiu Beethovena, tak było w życiu tej sprawy z burakami cukrowymi. Czy w życiu tego pana kościelnego, który w tak trudnej sytuacji otworzył się na działanie Boga poprzez akt przebaczenia i stał się narzędziem w rękach miłosiernego Boga. Na to otwieranie się na Boże działanie w sytuacjach po ludzku sądząc beznadziejnych – bo dla Pana Boga nie ma takich sytuacji, które są beznadziejne – przyjmijmy Boże błogosławieństwo. Pan z wami. Niech was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty.

Moi kochani, prześlijcie dalej ten film. Może ktoś jest właśnie w takiej sytuacji, że boi się zrobić ten krok. Może zauważyliście, że ostatnio YouTube dał nową funkcję. Kiedy klikacie „kciuk w górę”, polubcie film, pojawia się funkcja „podbij”odcinek. Możecie przyznać nam punkty. I tak algorytmy tworzą listę rankingową i przez to nasz odcinek może trafić do większej ilości osób – jeśli oczywiście zdobędziemy dużo punktów. Z góry bardzo dziękujemy. Bardzo dziękuję za wszystkie formy wsparcia, a takie szczegółowe podziękowania zamieścimy po powrocie z wakacji. A tu macie nasze poprzednie kazania, jeśli Wam umknęły.

🟢 👨‍🍳👉 Zerknij na nasze filmy kulinarne 🍰 PRZEPIS NA SZYBKIE CIASTO 

1. czytanie (1 Krl 3, 5. 7-12)
Modlitwa Salomona o mądrość
Czytanie z Pierwszej Księgi Królewskiej

W Gibeonie Pan ukazał się Salomonowi w nocy, we śnie. Wtedy Bóg rzekł: «Proś o to, co mam ci dać».

A Salomon odrzekł: «O Panie, Boże mój, Ty ustanowiłeś królem Twego sługę w miejsce Dawida, mego ojca, a ja jestem bardzo młody i nie umiem rządzić. Ponadto Twój sługa jest pośród Twego ludu, który wybrałeś, ludu mnogiego, którego nie da się zliczyć ani też spisać z powodu jego mnóstwa. Racz więc dać Twemu słudze serce rozumne do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny?»

Spodobało się Panu, że właśnie o to Salomon poprosił. Bóg więc mu powiedział: «Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale prosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, oto spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i pojętne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie».

Psalm (Ps 119 (118), 57 i 72. 76-77. 127-128. 129-130 (R.: 97a))
Jakże miłuję Prawo Twoje, Panie
Pan jest moim działem, *
przyrzekłem zachować słowa Twoje.
Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze *
niż tysiące sztuk złota i srebra.

Jakże miłuję Prawo Twoje, Panie

Niech Twoja łaska będzie mi pociechą *
zgodnie z obietnicą daną Twemu słudze.
Niech Twa litość mnie ogarnie, a żyć będę, *
bo Twoje Prawo jest moją rozkoszą.

Jakże miłuję Prawo Twoje, Panie

Przeto więcej miłuję Twoje przykazania *
niż złoto, niż złoto najczystsze.
Dlatego uważam za słuszne wszystkie Twe postanowienia *
i nienawidzę wszelkiej drogi fałszu.

Jakże miłuję Prawo Twoje, Panie

Twoje napomnienia, Panie, są przedziwne, *
dlatego przestrzega ich moja dusza.
Poznanie Twoich słów oświeca *
i naucza niedoświadczonych.

Jakże miłuję Prawo Twoje, Panie

2. czytanie (Rz 8, 28-30)
Bóg przeznaczył nas, abyśmy byli podobni do Jego Syna
Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Rzymian

Bracia:

Wiemy, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamysłu. Albowiem tych, których przedtem poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był Pierworodnym między wielu braćmi.

Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą.

Aklamacja (Por. Mt 11, 25)
Alleluja, alleluja, alleluja
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi,
że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia (Mt 13, 44-52)
Przypowieści o skarbie, o perle i o sieci
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus opowiedział tłumom taką przypowieść:

«Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę.

Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją».

«Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Zrozumieliście to wszystko?» Odpowiedzieli Mu: «Tak».

A On rzekł do nich: «Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare».

​​

17 Niedziela Zwykła rok A/B/C

Czytania Liturgiczne pochodzą z Lekcjonarza wydanego przez: Wydawnictwo Pallottinum

16 Niedziela Zwykła rok A

16 Niedziela Zwykła rok A

Bóg widzi zło i czeka - dlaczego? 16 Niedziela Zwykła rok A (Mt 13, 24-43) Antybiotyk może zabić groźne bakterie, ale może też zniszczyć te dobre, bez których organizm staje się bezbronny. Jezus w przypowieści o pszenicy i chwaście mówi o czymś bardzo podobnym: Bóg...

15 Niedziela Zwykła rok A

15 Niedziela Zwykła rok A

Kod genetyczny ukryty w ziarnie 15 Niedziela Zwykła rok A (Mt 13, 1-23) To drzewo jest wyższe niż Statua Wolności, Waży około 2000 ton — mniej więcej tyle, ile 350 słoni — i jest starsze niż Cesarstwo Rzymskie. Drzewo General Sherman to prawdziwy kolos. A jednak ten...

14 Niedziela Zwykła rok A

14 Niedziela Zwykła rok A

Ewangelia dla tych, którzy dźwigają za dużo 14 Niedziela Zwykła rok A (Mt 11, 15-30) Czy Jezus naprawdę chce nałożyć nam jeszcze jeden ciężar? A może Jego jarzmo oznacza coś zupełnie innego: że w najtrudniejszych sprawach życia nie musimy już iść sami? W Ewangelii...

Postaw mi kawę na buycoffee.to