4 Niedziela Wielkiego Postu rok A

mar 13, 2026 | Ks. Marek Studenski, Rok A

4 Niedziela Wielkiego Postu rok A (J 9, 1-41)

To opowieść o człowieku, lekarzu, który stanął na granicy życia i śmierci — i wrócił odmieniony. O lekarzu, który przez 22 dni leżał nieprzytomny, a po odzyskaniu przytomności zaczął patrzeć na świat zupełnie inaczej. Wacław Szuniewicz nie tylko wrócił do życia. On odnalazł jego nowy sens.

To jednak nie jest tylko opowieść o jednym człowieku. To także próba odpowiedzi na bardzo ważne pytanie: czy można patrzeć, a nie widzieć? I czy bywa tak, że dopiero przez cierpienie, stratę albo ciemność człowiek zaczyna dostrzegać to, co naprawdę ważne?

W tym nagraniu łączę niezwykłe życiorysy ludzi, którzy w różny sposób zmagali się z utratą wzroku – artystów, świętych i ludzi wiary. Pojawi się m.in. Andrea Bocelli, który mimo ślepoty odkrył swoje powołanie i głos poruszający miliony.

Rewelacyjna historia życia Lekarza

Zapraszam na szklankę dobrej rozmowy. Rewelacyjna jest historia życia lekarza, Wacława Szuniewicza. Niesamowita postać na początku XX wieku jest lekarzem, ma już swoją praktykę i zaraża się tyfusem. Traci przytomność. Doktor Szuniewicz przez 22 dni leży nieprzytomny. Wszyscy się już liczą z jego śmiercią, nie ma dla niego szans. Po 22 dniach spadł z łóżka, odzyskał przytomność i mówi, co widział w czasie tej nieobecności w tym świecie, gdy był nieprzytomny. Mówi, że stanął przed sądem Bożym. Widzi swoich rodziców i ciotkę, która była zakonnicą. Jezus pyta jego najbliższych, wskazując na niego: Czy znacie tego człowieka? Wszyscy w dziwny sposób odpowiadają: Nie znamy go. I wtedy Pan Jezus mówi do doktora Szuniewicza: Wracaj na ziemię, aby cię rozpoznano.

Po odzyskaniu przytomności wraca do zdrowia i pierwsze kroki kieruje do kościoła. Korzysta z sakramentu pokuty, przyjmuje sakramenty święte. Przedtem był dość zimny religijnie. i pewnego dnia zostaje wezwany jako lekarz do klasztoru ojców, księży, misjonarzy. Odwiedza tam chorego zakonnika i w tym zakonie pozostaje już do końca życia.

Moi kochani, teraz zaczyna się niesamowity rozdział jego historii. Jako zakonnik misjonarz wyjeżdża do Chin. Tam zakłada 15-łóżkowy szpital okulistyczny, ponieważ jest okulistą. Wkrótce ten szpital rozszerza się do 100 łóżek. Doktor Szuniewicz opracował rewelacyjną, nowatorską metodę leczenia operacyjnego astygmatyzmu przez tylne i przednie nacięcie rogówki oka. Opracował rewelacyjną metodę walki z zaćmą, z kataraktą. Wyobraźcie sobie, że tam przeprowadza 35 operacji dziennie. W jednym roku zoperował 800 przypadków katarakty. Zakłada kilka szpitali. Mało tego, w trudnych warunkach, bez dostatecznej aseptyki wszystkie operacje kończą się powodzeniem. Walczy z zaćmą, ale też z odwarstwieniem siatkówki. Skutecznie ją leczy. Ma niesamowity dorobek. W ciągu jednego roku placówki przez niego założone zoperowały i wyleczyły 154 tysiące pacjentów.

Moi kochani, byłby w Chinach dalej, ale wybuchają prześladowania Kościoła. Do władzy dochodzą komuniści. Musi opuścić Chiny. Wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, Tam posługuje jako lekarz, ale też jest naukowcem na uniwersytecie Yale i moi kochani, nagle dochodzi do wniosku, że nie służy mu klimat Stanów Zjednoczonych. Mówi: Pustka życiowa, zbyt wysoka stopa życiowa, komfort życia – rozkładają mnie wewnętrznie. Nie mogę żyć w tej atmosferze. Tutaj, w Stanach Zjednoczonych jest jeden ksiądz na pięciuset wiernych, a w Brazylii jest jeden ksiądz na 50 tysięcy wiernych. Wyjechał do Brazylii i tam jeszcze służył przez 10 lat, aż do swojej śmierci. Dziś jest kandydatem na ołtarze. I ten doktor Szuniewicz, zapytany przez jedną siostrę zakonną, dlaczego nie zrezygnował z bycia lekarzem okulistą, będąc kapłanem, mówi tak: Kiedy człowiekowi otworzą się oczy, widzi słonko, kwiaty, kolory, światło – w krótkim czasie oczy jego duszy mogą otworzyć się na Pana Boga. A poza tym do tych „ofiar” mojego skalpela mogę przemówić jako kapłan i wielu z nich zwrócić Panu Bogu. Moi kochani, niesamowite świadectwo. Dzisiaj w Ewangelii widzimy niewidomego od urodzenia. Otrzymuje niesamowitą łaskę. Zostaje uzdrowiony przez Jezusa w prosty sposób. Jezus miesza błoto ze śliną, przykłada do jego oczu.

Profesor Edward Wylęgała

Moi kochani, ta historia się dalej rozwija, ale chciałbym teraz przejść do osoby, którą już kiedyś tutaj wymieniałem na naszym kanale – pan prof. dr hab. Edward Wylęgała. To właśnie on opowiedział mi o doktorze i księdzu Wacławie Szuniewiczu, ale także miał rewelacyjny wykład na inauguracji Filii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Bielsku-Białej. I w tym wykładzie przedstawia kilku artystów światowej sławy z różnych epok, którzy utracili wzrok. I co się okazuje?

Wspólny mianownik tych życiorysów jest niesamowity. Że bardzo często utrata wzroku doprowadza do otworzenia oczu duszy. Że człowiek, który traci wzrok, otrzymuje jakby inny jeszcze zmysł, którym w sposób zupełnie inny, ponadprzeciętny odbiera rzeczywistość.

Nie jestem w stanie przytoczyć wszystkich przykładów. Wszystkie bardzo fascynujące i ciekawe.

Edgar Degas i problemy ze wzrokiem

Edgar Degas, słynny impresjonista. Pięknie maluje i w pewnym momencie okazuje się, że jego obrazy zmieniają się. Potrzebuje coraz większe pole do malowania. Kontury są dokładne, ale wyraz twarzy czy rysy twarzy, to co wypełnia te postacie jest rozmyte. Mówi: To jest choroba, która pozwala mu się normalnie poruszać, ponieważ widzi go na zdjęciach poruszającego się po ulicach Paryża. Ale takie właśnie symptomy jak te ostre kontury, ale brak wyrazistości rysów, rozmyty rysunek sugerują, że prawdopodobnie była to genetyczna choroba Stargardta, która właśnie ma takie objawy. Ale jaki jest wniosek z tej analizy? Edgar Degas, kiedy zaczął tracić wzrok, zaczyna bardziej koncentrować się na rzeźbie, bo ona jest dziedziną sztuki bardziej dotykową niż obraz, oczywiście. A druga rzecz – zaczyna malować tańczące postacie i one są rozmyte, bo przecież człowiek w ruchu – widzimy, jakby był rozmyty i mówi: Być może właśnie ta wada wzroku sprawiła, że stał się geniuszem w pokazywaniu ludzkiego ciała w ruchu. Niesamowity dar – no paradoksalnie dzięki tej wadzie wzroku. Krótkie ogłoszenie: bardzo Was proszę, rozważcie możliwość przekazania półtora procenta z Waszych podatków na szkoły katolickie „Dziedzictwa św. Jana Sarkandra” Jak to zrobić? To jest właśnie w tej zakładce opisane. Sama książka też jest wsparciem tych szkół. Dziękujemy za wszelkie okazane formy pomocy.

Jezus uzdrawia

Moi kochani, popatrzmy teraz na tego uzdrowionego. Żydzi, faryzeusze go atakują i odpowiedzi jakie daje ten człowiek, świadczą o tym, że on był od początku otwarty na prawdę. Był człowiekiem o otwartym sercu. Czyli miał te oczy duszy, tylko nie spotkał wcześniej Jezusa. Kiedy go oskarżają, że Jezus przecież był grzesznikiem. Jak mógł skorzystać z Jego pomocy? Mówi: Nie wiem kim On był. Nie wiem, czy był grzesznikiem. Wiem jedno – nie widziałem, a widzę. Kiedy dalej to kontynuują, ten człowiek mówi tak: To jest niemożliwe, że był grzesznikiem. Nigdy na świecie nie słyszano, żeby ktoś komuś nagle przerzucił wzrok. On nie mógł być grzesznikiem. Jego rodzice są przepytywani. Mówią: Ma swój wiek. Niech sam mówi. My wiemy, że nie widział, a widzi. Ale dlaczego? Niech sam mówi. Moi kochani, te otwarte odpowiedzi, takie proste, prostolinijne, świadczą o tym, że on już miał otwarte oczy duszy wcześniej, tylko teraz dopiero spotkał Jezusa.

Andrea Bocelli

Jedną z osób, o których pisze pan profesor Edward Wylęgała i o których mówił w swoim wykładzie, był znany włoski śpiewak, tenor – Andrea Bocelli. Wiemy, że jest człowiekiem niewidomym i przyczyną utraty wzroku była jaskra, taka niemowlęca, która pojawia się w pierwszych miesiącach życia i doprowadza, niestety, do utraty wzroku. Andrea Bocelli był człowiekiem poszukującym i miał okazję w 1994 roku spotkać osobiście świętego Jana Pawła II Był już wtedy pod wrażeniem powieści Lwa Tołstoja, które go jakoś ukierunkowały na wiarę. Ojciec Święty w czasie tego spotkania położył mu rękę na ramieniu. Poczuł, że to jest dotknięcie ojca. I wtedy prawdopodobnie podjął decyzję, że nie ma innej alternatywy – przyjmuje jako fundament swojego życia wiarę w Boga i powiedział, że wiara w Kościele katolickim jest dla niego powodem życia.

I moi kochani, skończył studia prawnicze, ma kilkoro dzieci i ostatnio wystąpił razem ze swoim synem Matteo u Ojca Świętego Leona XIV. I od Jana Pawła II do Leona XIV odwiedził ze swoim śpiewem wszystkich papieży. A na końcu tego fragmentu wykładu o Andrea Bocellim pan profesor Wylęgała mówi tak: Zastanawiam się, gdyby Andrea Bocelli urodził się 20 lat później – wtedy już wynaleziono lekarstwo na tę chorobę oczu, ale czy wtedy przypadkiem nie zostałby raczej prawnikiem i nigdy nie mielibyśmy okazji usłyszeć jego przepięknego, genialnego głosu? To pytanie pozostaje otwarte. Pan Bóg to wie.

Niektórzy widza więcej – św. Jan z Dukli

Moi kochani, właśnie zobaczcie, jak Pan Bóg nieraz działa. I niekoniecznie to uzdrowienie musi być takie, jak w przypadku dzisiejszego bohatera Ewangelii, który odzyskał wzrok ciała. Bardzo często człowiek, który jest jakby pozbawiony tego wzroku fizycznego, zewnętrznego – widzi więcej, patrzy głębiej.

Kapitalnie to widać w życiorysie świętego Jana z Dukli, tego naszego franciszkanina i pustelnika. On pod koniec życia nie tylko zaczął tracić wzrok, ale zaczął też tracić władzę w nogach. I prawie że nieraz być może na czworakach i to po omacku, szedł do konfesjonału, doczołgał się do konfesjonału, gdzie był rewelacyjnym spowiednikiem. I mówią jego biografowie, że być może właśnie dlatego, że przestał widzieć, zaczął lepiej słyszeć, to znaczy nie w sensie takim fizycznym, ale takim w sensie duchowym. Ponieważ stracił wzrok, żył w ciemności, koncentrował się na wyznaniu swoich penitentów i potrafił oczami swojej duszy czytać w ich sumieniach. Ten obraz spowiednika, z trudem docierającego do konfesjonału, człowieka już niewidomego, ale znawcy ludzkiej duszy, jest niesamowity. Właśnie bardzo często to, co my przeżywamy w życiu jako porażkę, jeśli się na Pana Boga zamkniemy, stanie się rzeczywiście porażką. Jeśli otworzymy się na Pana Boga, to Pan Bóg z tego potrafi wyprowadzić dobro.

I moi kochani, ta Ewangelia dzisiejsza kończy się we wspaniały sposób. Jezus – to jest jakby szach mat, to jest krótka piłka – Jezus zadaje temu uzdrowionemu człowiekowi pytanie: Czy wierzysz w Syna Bożego? – Kim On jest, by miał w Niego uwierzyć? – To jestem Ja, który do ciebie mówi i którego widzisz – bo już teraz widzi. – Wierzę. I oddał Mu pokłon. Moi kochani, to nie świadczy o niczym innym, jak o tym, że ten człowiek miał otwarte oczy duszy. Krótka piłka: spotkał Jezusa. Nie tylko jego oczy fizyczne pozwoliły mu Go zobaczyć, bo zobaczył Jego postać, Jego twarz, ale oczami duszy, właśnie otwartymi oczami duszy zobaczył w Nim Boga, Zobaczył w Nim Syna Bożego. W tym wykładzie – dziękuję Panu Profesorowi, że pozwolił mi go tutaj zacytować, na zakończenie zamieszczony został wiersz Czesława Miłosza, który również pod koniec życia miał problemy ze wzrokiem.

I ten wiersz – zacytuję jego fragment jest, moi kochani, wierszem gdzieś tam o mistycznych fundamentach, źródłach: Szanowne moje oczy, nie najlepiej z wami Dostaję od Was rysunek nieostry. A jeżeli kolor, to przymglony. A byłyście przecież sforą królewskich ogarów – niesamowite wyrażenie: Moje oczy, teraz dostaję od was zamglony, nieostre rysunek, a byłyście sforą ogarów. Czyli „ogary poszły w las” – rzucały się na wszystko, chłonęły rzeczywistość. I kończy się takim „podpisem” Czesława Miłosza: Bez oczu, zapatrzony w jeden jasny punkt, Który rozszerza się i mnie ogarnia. Czym był ten jeden jasny punkt, na który patrzył się bez oczu, wpatrywał się bez oczu? Kim był ten jasny punkt, który zaczął się rozszerzać i ogarnął osobę poety. Wiedząc, że był człowiekiem wierzącym, możemy sobie na to pytanie odpowiedzieć. I moi kochani, nie jest też przypadkowe, że my bardzo często – nie wiem, jakie są wasze doświadczenia modlitewne – w czasie modlitwy zamykamy oczy. Łatwiej nam się skupić. Ojciec Święty Jan Paweł II często modlił się właśnie z zamkniętymi oczyma.

Moi drodzy, w naszej diecezji jest tak zwana „Trójwieś”, czyli Istebna, Jaworzynka i Koniaków. I tam ja ponieważ jestem troszkę bliżej związany z tym terenem, bo pochodzę z Cieszyna, ale ksiądz Piotr, który pochodzi z tej żywieckiej części Beskidów, zauważył coś, czego ja wcześniej nie widziałem. A potem zwróciłem uwagę i potwierdzam, że tak jest. Mówi, że kiedykolwiek tam jest, w którejś z tych miejscowości – widzi, że kiedy ludzie wracają po Komunii Świętej, obojętnie czy dzieci, czy starsi – klękają w ławce i tak zakrywają rękami całą twarz. Modlą się w skupieniu po przyjęciu Komunii Świętej w takim geście. No rzeczywiście, piękny gest takiego zatopienia się w modlitwie razem z Jezusem. Właśnie ten gest, który ogranicza na chwilę nasze pole widzenia na ten świat, bo czujemy instynktownie, że wtedy otwiera się pole widzenia na świat Ducha. Życzę nam wszystkim w tę czwartą niedzielę Wielkiego Postu, żebyśmy potrafili zamknąć nasze fizyczne oczy i popatrzeć oczami duszy w ten jeden jasny punkt, którym jest Jezus Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel, który potrafi przywracać wzrok ciała, ale też potrafi przywracać wzrok duszy. I módlmy się za wstawiennictwem księdza Wacława Szuniewicza, bo przecież jest już kandydatem na ołtarze, aby ten, który przywracał jako okulista wzrok ciała, wzrok fizyczny, a jako kapłan wzrok duszy – by wyprosił nam te łaski dla nas, bo tego bardzo potrzebujemy. Amen. Pan z wami. Niech was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty.

W gronie Patronów na Patronite witamy ponownie panią Monikę. Serdecznie dziękujemy. Dziękuję za wszystkie formy wsparcia naszego kanału poprzez Patronite, „Buy coffee”, przycisk „Wesprzyj” i wpłaty na konto. Jeśli jesteś zainteresowany naszą książką, to link jak ją zdobyć jest w pierwszym przypiętym komentarzu. Zapraszam Cię serdecznie. Podejmij wyzwanie. Wysłuchaj wszystkich sześciu nagrań na 6 kolejnych niedzieli Wielkiego Postu. Dziś czwarte nagranie, a tu są poprzednie.

 

🟢 👨‍🍳👉 Zerknij na nasze filmy kulinarne 🍰 PRZEPIS NA SZYBKIE CIASTO 

 

4 Niedziela Wielkiego Postu rok A/B/C

Czytania Liturgiczne pochodzą z Lekcjonarza wydanego przez: Wydawnictwo Pallottinum

3 Niedziela Wielkiego Postu rok A

3 Niedziela Wielkiego Postu rok A

3 Niedziela Wielkiego Postu rok A (J 4, 5-42) Historia jak zwykle zaczęła się niewinnie - zagubione narzędzie, potem wykrywacz metalu i odkrycie jednego z największych rzymskich skarbów. A w Ewangelii też skarb - nie chodzi o monety. Chodzi o to, co dzieje się z...

2 Niedziela Wielkiego Postu rok A

2 Niedziela Wielkiego Postu rok A

2 Niedziela Wielkiego Postu rok A (Mt 17, 1-9) Ten polski obraz okazał się „strategiczny”. Uznali dzieło sztuki za tak groźne, że wyznaczono za nie nagrodę wartą fortunę — i grozili śmiercią za samo ukrywanie. Na szczęście obraz został zwinięty w rulon, przewieziona w...

1 Niedziela Wielkiego Postu rok A

1 Niedziela Wielkiego Postu rok A

1 Niedziela Wielkiego Postu rok A (Mt 4, 1-11) Trzy pokusy wcale się nie zestarzały. One tylko zmieniły opakowanie: dziś kuszą nas „na skróty” przez natychmiastową gratyfikację, przez popularność, przez obsesję kontroli. I dlatego opowiadam historię o skrzypku...

Postaw mi kawę na buycoffee.to