Niedziela Chrztu Pańskiego rok A (Mt 3, 13-17)
Czy można zgasić światłość wiekuistą… dla oszczędności? W tym odcinku wracam do ostatnich słów Juliana Tuwima – zapisanych na serwetce godzinę przed śmiercią. Zderzam je z naszym światem: piosenkami bez sensu, szopkami bez twarzy, kulturą bez Boga.
Opowiadam historię wypreparowanej kolędy, sztucznej inteligencji, która nie rozumie Wcielenia, i przyjaźni dwóch poetów, w której więcej było poszukiwania niż deklaracji wiary. To nie jest odcinek o potępianiu świata.
To jest rozmowa o tęsknocie, o prawdzie, o wierze, która potrzebuje gorąca, żeby w ogóle mogła zaistnieć. Jeśli czujesz, że coś ważnego jest dziś systematycznie usuwane z języka, kultury i serca – zapraszam. Zaparzmy razem herbatę. Ale ostrzegam: zimna woda nie wystarczy.
Śmierć Juliana Tuwima
Zapraszam na szklankę dobrej rozmowy. Mniej więcej o tej porze, 27 grudnia 1953 roku zmarł Julian Tuwim. Niesamowicie frapujące jest to, co napisał na serwetce, może godzinę przed śmiercią w jednej z kawiarni w Zakopanem. Jego prawdopodobnie ostatnie słowa zapisane na serwetce kawiarnianej brzmiały następująco: Dla oszczędności zgaście światłość wiekuistą, gdyby mi kiedyś miała zaświecić.
Moi kochani! I to właśnie dzieje się teraz, w naszych czasach. Są ci, którym chyba zależy, aby zgasła światłość, światłość, która płynie od Pana Boga. Timothy Snyder, profesor uniwersytetu w Toronto, badacz współczesnej kultury, znawca historii nowożytnej Europy przed świętami zdobył się na taką refleksję. Był w jakiejś kawiarni i słyszy słowa znanej piosenki, takiego szlagieru bożonarodzeniowego „Winter Wonderland”. Piosenka nie jest kolędą, ma ciekawą historię. Została napisana w 1934 roku przez Richarda Smitha, który rok później zmarł. Był młodym człowiekiem, co dopiero po ślubie i w tej piosence pisze o parze narzeczonych, którzy przewijają się przez miasteczko w takiej świątecznej, zimowej atmosferze. Ta piosenka to wykonanie, które słyszy profesor Snyder, jest odtworzone przez sztuczną inteligencję. I sztuczna inteligencja w tej aranżacji zmieniła słowa tej piosenki, ale w sposób bardzo tendencyjny. W piosence jest taki tekst mniej więcej: Ci młodzi ludzie, rozmarzeni, zakochani śpiewają: Ulepimy bałwana, a potem będziemy udawali, że jest to pastor Brown. Z obecnej aranżacji wyrzucono słowa „pastor Brown” I to brzmi mniej więcej tak: Ulepimy bałwana i będziemy udawali, że jest to jakiś miły starszy pan. Wyrzucono postać duchownego, bo nie pasuje do głównego mainstreamu.
Moi kochani, dalej – ci młodzi cieszą się sobą i mówią: Ulepimy bałwana. Będziemy udawali, że jest to pastor Brown. On nas na pewno zapyta: A czy jesteście już po ślubie? Wtedy odpowiemy: Nie, ale kiedy pan będzie w mieście, poprosimy pastora, żeby nam udzielił ślubu. I te słowa również zostały wyrzucone. Timothy Snyder zwraca uwagę, że bohaterowie tej piosenki są zakochani. Mają dylemat, bo wiedzą, że powinni zawrzeć małżeństwo. Jeszcze tego nie zrobili, więc sumienie im to odpowiada. I w tej piosence, w aurze bożonarodzeniowej myślą o sobie, myślą poważnie, czują to napięcie między tym, co powinni zrobić, co powinni dopełnić.
I moi kochani, Timothy Snyder mówi, że ta piosenka została wypreparowana z ducha. Mało tego, dodaje niesamowite słowa: Żadna sztuczna inteligencja nie zrozumie znaczenia i treści zawartej w słowach: Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie. Nie rozumieją tego także ci, którzy głoszą wyższość sztucznej inteligencji nad człowiekiem. Moi drodzy „dla oszczędności zgaście światłość wiekuistą”. To wypreparowywanie tekstów, krajobrazów z tego, co religijne, jest gaszeniem światła dla ludzi, którzy mogliby w tym świetle znaleźć nadzieję.
Bardzo dziwna szopka
Niesamowita rzecz – na Grand Place w Brukseli – to jest miejsce, które jest na liście zabytków UNESCO, zrobiono instalację bożonarodzeniową, szopkę i Maryja oraz święty Józef nie mają twarzy. Zamiast twarzy są takie plamy z pikseli jak w tej grze Minecraft. Architektka tej szopki bożonarodzeniowej powiedziała, że ta szopka jest inkluzywna. Ona ma być dla wszystkich. Dlatego Matka Boża i Józef nie mogą mieć twarzy, a Dzieciątko Jezus w ogóle jest niewidoczne. Gdzieś tam gubi się w tym żłóbku, żeby nie było Go widać.
Moi kochani, jeden z takich starszych panów, mój znajomy, powiedział tak: robi się dzisiaj szopkę z Kościoła, robi się szopkę z wiary, robi się szopkę z księży, ale okazuje się, że można nawet zrobić „szopkę z szopki”. Czemu to służy?
Bez pytań: Po co żyję? Dlaczego istnieję? Jaki jest cel mego życia? Życie człowieka będzie płonne, a w sytuacjach trudnych, granicznych człowiek nie odnajdzie nadziei. Krótkie ogłoszenie. Polecamy wszystkim naszą książkę. Ona nie tylko niesie dobrą nowinę, ale także jest wsparciem dla szkół katolickich, a z zakładki do niej dołączonej możemy się dowiedzieć, jak przekazać półtora procenta naszego podatku właśnie na szkoły i przedszkola katolickie, co jest bardzo ważne. Rozważcie proszę możliwość przekazania tego podatku właśnie na ten cel.
Niesamowita historia Tuwima
Ale teraz, moi kochani, wróćmy do Juliana Tuwima, do tej jego ostatniej frazy, którą zapisał na serwetce: Zgaście światłość wiekuistą dla celów oszczędnościowych. Moi kochani, o tym wszystkim dowiadujemy się od Romana Brandstaettera, który pisze w swojej książce „Krąg biblijny i franciszkański” o swojej przyjaźni i znajomości z Julianem Tuwimem i mówi, że kiedyś spotkali się na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Udali się do kawiarni, tam zamówili alkohol, wódkę i w takich okolicznościach, ni stąd, ni zowąd Tuwim, który wie, że Brandstaetter jest człowiekiem głęboko wierzącym, zadaje mu pytanie: A co tam słychać u Pana Boga? Kolejne pytanie: Czy Chrystus istnieje? – Istnieje. – A gdyby tak udowodniono, że nie istniał? – To jest niemożliwe – odpowiada Brandstaetter. – Jak to? Dlaczego? – Bo On musi istnieć.
W czasie dalszej rozmowy Tuwim kilkakrotnie powtarza te słowa: on musi istnieć. Brandstaetter mówi: Przecież pan napisał ponad 25 wierszy o Bogu. – Tak? Aż tyle? Tyle pan naliczył? Tuwim nawet nie wiedział.
I moi kochani, jednym z tych wierszy jest wiersz, w którym Tuwim wyraża jakąś niesamowitą tęsknotę za Chrystusem: Jeszcze się kiedyś rozsmucę, jeszcze do Ciebie powrócę, Chrystusie. Jeszcze tak strasznie zapłaczę, że przez łzy Ciebie zobaczę, Chrystusie. I z taką straszną żałobą będę się żalił przed Tobą, Chrystusie. I Duch mój przed Tobą klęknie. I wtedy serce mi pęknie, Chrystusie. Żegnają się w tej kawiarni. I na zakończenie, przy pożegnaniu Tuwim mówi: Wie pan co, pan ma rację, to „On musi istnieć” jest bardzo mądre.
Mija kilka lat. Roman Brandstaetter jest akurat w Zakopanem. Tam również przebywa Julian Tuwim. Brandstaetter ma telefon. Dowiaduje się, że właśnie teraz zmarł Tuwim. Biegnie szybko do willi Halama. Tam pod numerem 17 spotyka żonę zmarłego poety. Widzi leżącego na łóżku Juliana Tuwima. Tam właśnie żona Tuwima mówi mu o tej serwetce, o tych słowach napisanych godzinę przed śmiercią w kawiarni. Mówi, że to prawdopodobnie jest atak serca. Żegna się ze swoim przyjacielem i Brandstaetter schodzi po schodach i widzi wchodzącego pracownika zakładu pogrzebowego. I ten pracownik mówi: Dobrze, że pana spotykam, bo nie wiem, co zrobić. Jest taka niezręczna sytuacja. Nie wiem, jakiego wyznania był pan Tuwim, bo my mamy tylko trumny z krzyżem i Chrystusem. I nie wiem, czy zostawić ten krzyż, czy go zerwać. I wtedy Brandstaetter się namyślił i mówi: Ja też panu tego nie powiem. Nie wiem. Za jakiś czas wynoszą trumnę, wynoszą trumnę z tego hotelu. Trumna jest ze świerkowego jasnego drewna. Roman Brandstaetter patrzy na wieko. Nie było tam krzyża, ale zobaczył dwie jasne, takie wypłowiałe smugi układające się w kształt krzyża. Wyraźny ślad po wyjętym, po zdjętym krzyżu. A więc jednak na tej trumnie był jakiś znak świadczący o krzyżu. I wtedy oczyma wyobraźni Brandstaetter widzi Tuwima, który się do niego uśmiecha. Przypominają mu się słowa: Wie pan, pan ma rację. To, że „On musi istnieć”, jest bardzo mądre. I wtedy Brandstaetter z uśmiechem macha do swego przyjaciela, żegnając się z nim po raz ostatni. I moi kochani, widzimy, że w tym spotkaniu dwóch poetów była jakaś wielka gorliwość, żarliwość w dochodzeniu do prawdy. I teraz pytanie o obojętność dzisiejszego świata i o nastawienie do wiary Juliana Tuwima, który bił się z myślami. To, że tak napisał na tej karteczce, to były ostatnie słowa zapisane, ale prawdopodobnie nie było to jego ostatnie słowo. Tego nie wiemy.
Smutne wnioski nad dzisiejszym światem
Moi kochani, dzisiejszy świat, dzisiejsza kultura, która proponuje nam szopki bez twarzy, która wypreparowuje już nawet nie kolędy, ale piosenki takie świąteczne, z tego co chrześcijańskie, chce, abyśmy byli obojętni, ale przez to zabiera nam to, o co chodzi w życiu. Bo celem naszego życia jest odnalezienie Boga. Dzisiaj w Dziejach Apostolskich czytamy, że Jezus uzdrawiał wszystkich, którzy byli pod władzą diabła. Wyrywał ich z mocy diabła. I możemy zapytać, czy diabłu będzie zależeć na tym, żeby świat poznał Chrystusa. A może raczej zrobi wszystko, żeby Go ludzie nie poznali? Żeby nie rozpoznali Chrystusa? Jezus wyrywa z mocy diabła tych, którzy są w jego rękach.
I moi kochani, Julian Tuwim w jednym ze swoich wierszy pod tytułem „Chrystus miasta” mówi o pewnym Nieznajomym, do którego podchodzą ulicznice, złodzieje, najgorsi przestępcy, cały ten margines, szumowiny wielkiego miasta, a także Maria Magdalena, która rozpoznaje w nieznajomym Jezusa. Niesamowita intuicja. Spróbujmy zaparzyć herbatę w naszej „szklance dobrej rozmowy”. Jakoś się nie chcę dzisiaj zaparzyć. Co się stało? Oczywiście domyślamy się. Woda jest zimna. Na początku naszych programów zawsze herbata się zaparza, bo wtedy jest wrzątek. Moi kochani, właśnie w zimnej, obojętnej atmosferze, kiedy nie będzie nam towarzyszyć to gorąco dociekania prawdy, kiedy będziemy unikać tematów dotyczących tego, co najważniejsze, będziemy pozbawieni tego, co jest sensem i celem naszego życia. W zimnej wodzie nie zaparzy się żadna herbata, chyba że jest sztucznie barwiona, bo też są takie.
Moi kochani, podziękujmy Jezusowi za to, że należymy do Niego. Nie pozwólmy sobie wyrwać serc. Dzisiaj, w niedzielę Chrztu Pańskiego, kiedy Bóg Ojciec otwiera niebo i nad Jezusem stojącym w wodach Jordanu wypowiada słowa: To jest mój Syn umiłowany, W Nim mam upodobanie, popatrzmy na Jezusa, cieszmy się Nim i zróbmy wszystko, żeby przekazać Go światu, żeby dzielić się Nim, bo on nas przecież do tego wzywa, a nawet zobowiązuje. Niech Pan Bóg nam błogosławi. Pan z wami. Niech was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty.
Wiele osób pyta mnie, co w tej naszej książce na końcu robią te grafiki, po co one są. Już odpowiadam.
Moi kochani. Prowadziłem rekolekcje dla katechetów w ubiegłym roku i właśnie ilustratorka tej książki, pani Małgorzata Kozioł, była uczestnikiem i przez całe rekolekcje myślałem, że notuje, a ona w sposób kapitalny rozrysowała te rekolekcje. To jest taka mapa myśli i zachęcam, żeby po lekturze kazań albo między kazaniami można sobie odbyć takie prywatne, osobiste rekolekcje – bo tu są teksty i piękne grafiki i jest szansa, że przeżyjemy to jeszcze bardziej. Bo te ilustracje otwierają nie tylko umysł, ale i serce. I z całego serca dziękujemy Pani Małgorzacie Kozioł – nie tylko za te rekolekcje wizualne, ale za ilustracje do książki. Pani Małgorzata prowadzi taką fajną stronę, bardzo dobrą dla katechetów, wychowawców, nauczycieli: katecheza wizualna.pl i tam można zobaczyć i pobrać wiele pięknych, ciekawych jej grafik.
A w gronie patronów na Patronite witamy dziś pana Karola. Dziękujemy wszystkim, którzy wspierają nas w jakikolwiek sposób – na Patronite poprzez buy coffee, przycisk „Wesprzyj”, wpłaty na konto. Dzięki temu stajecie się też twórcami naszego kanału i to nasze wspólne dzieło może się rozwijać. Jeśli podoba Ci się taki sposób głoszenia Ewangelii, zerknij na inne nasze produkcje.
🟢 👨🍳👉 Zerknij na nasze filmy kulinarne 🍰 PRZEPIS NA SZYBKIE CIASTO
1. czytanie (Iz 42, 1-4. 6-7)
Chrystus Sługą, w którym Bóg ma upodobanie
Czytanie z Księgi proroka Izajasza
To mówi Pan:
«Oto mój Sługa, którego podtrzymuję, Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że duch mój na Nim spoczął; on przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi ledwo tlejącego się knotka. On rzeczywiście przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy.
Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności».
Psalm (Ps 29 (28), 1b-2. 3ac-4. 3b i 9b-10 (R.: por. 11b))
Pan ześle pokój swojemu ludowi
Oddajcie Panu, synowie Boży, *
oddajcie Panu chwałę i sławcie Jego potęgę.
Oddajcie Panu chwałę Jego imienia, *
na świętym dziedzińcu uwielbiajcie Pana.
Pan ześle pokój swojemu ludowi
Ponad wodami głos Pański, *
Pan ponad wód bezmiarem!
Głos Pana potężny, *
głos Pana pełen dostojeństwa.
Pan ześle pokój swojemu ludowi
Zagrzmiał Bóg majestatu: *
a w Jego świątyni wszyscy mówią: «Chwała!»
Pan zasiadł nad potopem, *
Pan jako Król zasiada na wieki.
Pan ześle pokój swojemu ludowi
2. czytanie (Dz 10, 34-38)
Jezus został namaszczony Duchem Świętym
Czytanie z Dziejów Apostolskich
Gdy Piotr przybył do domu setnika Korneliusza w Cezarei, przemówił w dłuższym wywodzie: «Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie. Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im pokój przez Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich.
Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł on, dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła».
Aklamacja (Por. Mk 9, 7)
Alleluja, alleluja, alleluja
Otwarło się niebo i zabrzmiał głos ojca:
«To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie».
Alleluja, alleluja, alleluja
Ewangelia (Mt 3, 13-17)
Chrzest Jezusa
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć od niego chrzest. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?»
Jezus mu odpowiedział: «Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe». Wtedy Mu ustąpił.
A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły się nad Nim niebiosa i ujrzał ducha Bożego zstępującego jak gołębica i przychodzącego nad Niego. A oto głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie».
Święto Chrztu Pańskiego rok A/B/C
Czytania Liturgiczne pochodzą z Lekcjonarza wydanego przez: Wydawnictwo Pallottinum






