ZNAJDŹ NAS W MEDIACH

Szukając Boga 33 niedziela zwykła rok B

lis 11, 2021 | Ks. Marek Studenski

Szukając Boga czynimy to najczęściej w miejscach wyciszenia. Wyobrażamy sobie spotkanie z Bogiem w kościele czy w jakimś cichym zakątku naszego mieszkania, gdzie możemy się spokojnie pomodlić. Ewangelia św. Marka mówi dziś zupełnie coś przeciwnego.

Szukając Boga czynimy to najczęściej w miejscach wyciszenia. Wyobrażamy sobie spotkanie z Bogiem w kościele czy w jakimś cichym zakątku naszego mieszkania, gdzie możemy się spokojnie pomodlić. Ewangelia św. Marka mówi dziś zupełnie coś przeciwnego. Zanim otworzyłem tę ewangelię i zacząłem ją czytać, nie spodziewałem się, że może dać tyle siły na to, co dziś przeżywamy.

Zanim przejdziemy do tej ewangelii, pozwólcie, że zareklamuję książkę słoweńskiego jezuity, Marko Rupnika. Marko Rupnik to nie tylko wspaniały kaznodzieja i kierownik duchowy wielu osób, ale to także artysta, autor bardzo rzadkiej sztuki, jaką jest układanie mozaik. M.in. w Łagiewnikach wykonał wiele mozaik. Jest najsłynniejszym, można powiedzieć, mozaikarzem w Europie dzisiaj. Przepiękne są te jego dzieła.

W swojej książeczce pisze o ojcu, który ma na imię Bogoljub, czyli po polsku Bogumił. Do tego mnicha przychodzi wiele osób po porady, przychodzą ludzie różnego stanu: narzeczeni, księża i w ostatnim rozdziale przychodzi biskup. Do mnicha słynącego z mądrości przychodzi biskup i mówi, że sypie się mu życie, że przechodzi kryzys powołania. Pomimo tego, że już nie jest przecież młodym człowiekiem, ma takie doświadczenie, teraz dopadł go straszny kryzys. Wszystko się wali. I mądry mnich rozpoczyna z nim rozmowę właśnie wychodząc od dzisiejszej ewangelii. Mówi tak: księżym biskupie, z czym się kojarzy księdzu taka scena: słońce się zaćmi, księżyc nie daje światła, moce niebios są wstrząśnięte, wszystko się wali, świat się trzęsie w posadach? – No, z tym, że nadchodzi Syn Człowieczy. To jest ewangelia, którą czytamy pod koniec roku liturgicznego czy w Adwencie. Kiedy światło gwiazd, słońca i księżyca jest przyćmione, wszystko spada, kosmos się wali, to jest znak, że za niedługo przyjdzie Syn Człowieczy. I wtedy mądry mnich mówi: I tak jest w życiu. Kiedy wszystko się wali, przychodzi Syn Człowieczy.

Kiedy sobie to uświadomiłem, pomyślałem: to wszystko co nas napawa takim lękiem, niepewnością to, że życie jest coraz bardziej niepewne, że jest pandemia, że ciągle się czegoś boimy – to jest znak, że przychodzi Bóg, że przychodzi Jezus i w tym właśnie możemy spotkać Jezusa. Mało tego, przeczytałem sobie kilka wersów wcześniej tej ewangelii i tam jest mowa o jeszcze jednym charakterystycznym znaku – nie tylko lęk w związku z tym, że życie jest bardzo kruche i nietrwałe, ale również jest jeszcze jeden znak. Tym znakiem jest tzw. „ohyda spustoszenia”. Jezus mówi, że pojawi się ohyda spustoszenia. Co to jest?

Moi kochani, Jezus nawiązuje do Księgi proroka Daniela. W jedenastym rozdziale proroka Daniela mowa jest o greckim władcy, Antiochu IV Epifanesie. Antioch IV Epifanes pochodzący z dynastii Seleucydów dokonał czegoś, co w oczach Żydów było czymś strasznym, nie do przyjęcia. Dokonał zbeszczeszczenia świątyni jerozolimskiej. Postawił w miejscu najświętszym pomnik Zeusa. Mało tego, uważał, że on sam jest wcieleniem Zeusa. Zresztą określenie Antioch „Epifanes”, które sam sobie obrał, to jest „objawiający Boga”. Czyli on się uznał za objawienie Boga. Wiadomo, że dla Żydów mięso wieprzowe jest mięsem nieczystym, nie można nawet dotknąć wieprzowiny, a Antioch Epifanes kazał zabić na ołtarzu świątyni jerozolimskiej świnię. Czyli chciał ugodzić w samo serce narodu żydowskiego, chciał zrobić, sprawić jak największe cierpienia Żydom i to przeszło do historii jako ohyda spustoszenia.

I kiedy sobie o tym pomyślałem, mówię: przecież zaraz, zaraz, żyjemy tyle lat potem, po tamtych czasach, tyle wieków, tyle tysiącleci, a czego doświadczamy dzisiaj? Na jednej z Mszy świętych w pewnym klasztorze w czasie po Komunii świętej wychodzi 16-letnia dziewczyna, rozwija transparent: „Módlmy się o prawo do aborcji”. Kiedy księża zakonnicy i ludzie reagują – bliscy tej dziewczyny występują w obronie, że jest uciszana, bo zabrania się jej zabierania głosu w Kościele. Niszczenie Pisma świętego, profanacja wizerunku Matki Bożej… Pomimo, że minęło tyle lat od czasu tej ohydy spustoszenia ze Starego Testamentu, właściwie nic się nie zmienia. Jeżeli ktoś występuje przeciwko takim prowokacjom, jest okrzyknięty jako nie rozumiejący współczesności, odbierający prawo wyrażania swobody artystycznej. Jeśli ktoś wystąpił przeciwko Antiochowi Epifanesowi, był wrogiem i spotykała go za to sroga kara. Moi kochani, Antioch IV Epifanes nawet wśród sobie współczesnych uchodził za szaleńca i niektórzy nazywali go Antioch „Epimanes” czyli wariat. Te dwa znaki, czyli stawianie w miejsce Pana Boga czegokolwiek, co nie jest Bogiem oraz wielka niepewność, lęk, jakiś niepokój, który nam dzisiaj towarzyszy, są, według dzisiejszej ewangelii, znakami, że zbliża się Syn Człowieczy. Nie musimy się martwić. Nic nowego pod słońcem. Tak miało być. To nie jest tak, że kiedykolwiek miały nastać czasy sielanki duchowej, że będzie tylko okazja do modlitwy w miejscach wyciszenia, że będziemy mieli spokój, będziemy mogli sobie spokojnie otwierać Biblię i w cichym miejscu ją czytać. Nie, życie duchowe to życie właśnie pośród ohydy spustoszenia i walącego się świata. To jest znak zbliżania się Syna Człowieczego.

Czy w tej dzisiejszej ewangelii nie ma jakiejś wielkiej nadziei? Jeśli ktoś do tej pory się martwił, że jest pandemia, że obrażane są uczucia religijne, że bije się w to, co najświętsze, moi kochani tak będzie już do końca. To jest znak, że zbliża się Syn Człowieczy, że jest coraz bliżej. Jest taki piękny film, dość trudny, ale dający wiele do myślenia, Larsa von Triera pod tytułem „Melancholia”. To jest film o końcu świata. Dosłownie, on mówi o końcu świata. Otóż nagle okazuje się, że zbliża się pewna planeta, która zerwała się ze swojej trajektorii i w szybkim tempie przybliża się ku Ziemi. W pewnym momencie wszyscy się cieszą, bo planeta zmienia swój tor, zmienia swój bieg, a więc jest w porządku. Ziemi już nie grozi katastrofa. Mały chłopczyk ma taką pętelkę z drutu i przez tę pętelkę obserwuje ciała niebieskie i nagle nakłada tę pętelkę na ową planetę, gdzieś tam na widnokręgu, na horyzoncie i okazuje się, że obraz, zarys tej planety wykracza poza pętelkę. A jeszcze wczoraj był mniejszy od niej, a więc planeta znowu się zbliża. I okazuje się, że to odkrycie, bardzo proste, dzięki temu prostemu przyrządowi astronomicznemu małego chłopca, jest prawdziwe. Rzeczywiście, zbliża się planeta która już nieodwołalnie, w sposób bezdyskusyjny, bez żadnych wątpliwości, za niedługo uderzy w Ziemię. Co przeżywają bohaterowie tego filmu, jak na to reagują? Warto może obejrzeć ten film. Nie jest to film do kawy czy do ciastka, to jest taki film dość trudny. Po tym filmie rzeczywiście mnie taka melancholia, jak w tym tytule, to słowo tam jest użyte, ogarnęła. Ale czy tak nie jest? Przecież co prawda może nie jakieś ciało kosmiczne, ale przemijanie jest czymś najpewniejszym w tym świecie. Wszystko przemija, nasze życie w tej doczesnej formie również, ale to nie jest powód, żeby się załamywać czy martwić, bo gdy gwiazdy spadają, słońce się przyćmiewa, księżyc nie daje blasku, wszystko wydaje się walić, a to, co najświętsze jest wyśmiewane i wykpiwane, to nie powód żeby się załamywać czy wpadać w jakąś depresję. Zbliża się Jezus, jest coraz bliżej i to jest dobra wiadomość, która płynie z dzisiejszej ewangelii.

Rozpoczął się nowy sezon podcastów księdza Piotra i księdza Mateusza. Po raz kolejny słuchając tego najnowszego odcinka przekonałem się, że liturgia może być fascynująca. Maria Montessori i jej metoda, katecheza Dobrego Pasterza, życie sakramentalne, które może mieć swoje wzloty, ale może popaść w śpiączkę.