ZNAJDŹ NAS W MEDIACH

Najsłynniejsza „co łaska”

lis 5, 2021 | Ks. Marek Studenski

32 Niedziela Zwykła, rok B

7 listopada 2021

Spróbujcie zgadnąć, kto jest najsłynniejszym ofiarodawcą świata. Okazuje się, że najbardziej znanym darczyńcą na świecie nie jest żaden miliarder amerykański czy jakiś słynny celebryta, który przeznaczył część swego majątku na jakiś dobry cel, ale najsłynniejszym ofiarodawcą świata jest biedna kobieta, a jej dar wynosił tylko 1 grosz. Były to dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Chodzi o biedną wdowę z ewangelii. Skarbony świątyni jerozolimskiej były bardzo ciekawe. Było ich podobno 13 i miały kształt trąby. Każdy wrzucany pieniądz wywoływał huk na całą świątynię, ponieważ pudło tej skarbony było pudłem rezonansowym, które zwielokrotniało dźwięki. Chodziło chyba o to, żeby zachęcić tych ofiarodawców do składania ofiar. Podobnie jak dzieci składają swoje ofiarki przy szopce bożonarodzeniowej i kiedyś aniołek odwdzięczał się ruchem głowy, skinieniem głowy, a dzisiaj te aniołki wypowiadają słowa „Bóg zapłać” czy jakieś inne miłe zachęty skierowane do dzieci. Uboga wdowa wrzuciła dwa pieniążki. Słyszałem kiedyś o dziewczynce, która wybierała się na Mszę świętą i mama dała jej dwa pieniążki. Mówi: Jeden złóż na ofiarę, będziesz miała do koszyczka na Mszę świętą, a jak będziesz wracała ze Mszy świętej, możesz kupić sobie lody – to ten drugi pieniążek. Dziewczynka szła do kościoła, pieniążki wypadły jej z rąk. Jeden się turlał i wpadł do kratki ściekowej na ulicy. Dziewczynka patrzy i mówi: „O nie, pieniążek na Mszę świętą już przepadł!”. Moi kochani, wdowa wrzuciła wszystko co miała – całe swoje utrzymanie. Jej ufność wobec Pana Boga była tak wielka, że wierzyła, że mimo wszystko Pan Bóg się o nią zatroszczy. Wiedziała, że może zaryzykować, oddała całą swoją asekurację, a życie złożyła w ręce Boga. I chyba na tym polegała wielkość jej czynu. Jest taka choroba, gdzieś o niej czytałem, która nazywa się „marskością ofiarodawcy”. Choroba ta polega na unieruchomieniu ręki pacjenta pomiędzy portfelem a dłonią proszącego o pomoc. Lekarstwem na tę chorobę, jak mówią badania kliniczne, jest zmiana środowiska. Ta choroba bardzo szybko mija w sklepie, w restauracji czy w jakimś klubie. Okazuje się, że ta choroba nie jest chorobą motoryczną, nie jest chorobą ręki, ale jest chorobą serca. Lekarstwem na tę chorobę jest odnalezienie miłości Boga i drugiego człowieka. To miłość jest tym motywem, który sprawia, że ofiara nie jest nie do przeskoczenia. Jeśli kogoś najbardziej kochamy, jeżeli kogoś bardzo kochamy, jesteśmy w stanie mu wiele ofiarować, a więc ofiara czy zdolność do wyrzeczenia się czegoś na rzecz Pana Boga czy bliźniego jest takim termometrem naszej miłości. Ta choroba, paraliż dającego, okazuje się, dotyczy ludzi w każdym wieku. Pamiętam, że w parafii, gdzie byłem wikariuszem z okazji Roku Dwutysięcznego szukaliśmy miejsca, gdzie można by wybudować kapliczkę dla Matki Bożej, upamiętniającą to wydarzenie. Był taki piękny kawałek gruntu na skraju ogródka pewnej osoby. Dowiedzieliśmy się, że tam mieszka nasza parafianka. Wzięliśmy członka rady parafialnej i razem z księdzem proboszczem w trójkę zapukaliśmy do domu tej pani. Pytamy, czy by nie zezwoliła, oczywiście to trzeba wszystko prawnie uregulować, żeby na skraju jej ogródka, zaraz przy płotku umieścić kapliczkę Matki Bożej upamiętniającą Rok Dwutysięczny. I ta pani zmierzyła nas takim ostrym spojrzeniem – – a miała gdzieś już około 90 lat i mówi tak: Ale komu ja to potem sprzedam z taką kapliczką! Okazało się, że za parę miesięcy ta pani już zmarła. Jest taka historia rabusiów, złodziei, którzy napadli na bank. To był słynny napad w Stanach Zjednoczonych. Ukradli trzy i pół miliona dolarów, ale ich łup ważył 17 ton. Podjechali ciężarówką po tę zdobycz, ponieważ była w drobnych pieniążkach, w drobnych monetach i okazało się że nazwano tę kradzież, ten łup „biedą bogactwa”, bo chociaż mieli trzy i pół miliona dolarów, nigdzie nie mogli ich wydać. W pierwszej kawiarni czy restauracji, gdyby próbowali zapłacić za obiad takimi drobniakami, od razu by wzbudzili podejrzenia, skąd one pochodzą, a więc co z tego, że mieli trzy i pół miliona, jak były to pieniądze bezużyteczne. Okazali się największymi biedakami historii, najbogatszymi biedakami historii, bo mając taki łup, nie potrafili nic z nim zrobić. Dlaczego o tym mówię? Bo może się okazać, że w naszym życiu to, o co w tym świecie walczymy: pieniądze, kariera, jakiekolwiek zdobycze materialne okażą się w pewnym momencie zupełnie nieprzydatne. Życie człowieka trwa krótko. Człowiek nie może najeść się dwiema łyżkami. W pewnym momencie, kiedy staniemy na skraju tego świata, tego życia wiele z tych rzeczy, które uznajemy za cenną zdobycz w życiu, za sukces okaże się w ogóle bez znaczenia. Trzeba dbać o to, co jest biletem do nieba. Okazuje się, że nie trzeba mieć dużo. Historia wdowy uczy, że wystarczy jeden grosz. W tej samej parafii, gdzie byłem wikariuszem, jedna ze starszych pań opowiedziała taką wzruszającą historię ze swojej młodości. Mówi, że pochodzi z bardzo ubogiej rodziny. W domu się nie przelewało, żyli bardzo skromnie. I nadszedł dzień jej bierzmowania. Był wtedy taki zwyczaj, że wszystkie dzieci przynosiły kwiaty dla biskupa. Jej mama nie mogła pójść do kwiaciarni, by kupić jakiś piękny bukiecik kwiatów, nie było ich na to stać i ta dziewczynka poszła, ponieważ jest to miasto takie otoczone łąkami, poszła na skraj miasta, by narwać świeżych kwiatów. Mówiła, że stanęła nieśmiało z tyłu, gdzieś za innymi młodymi ludźmi, bo wstydziła się tych polnych kwiatów, które uzbierała. Inne dzieci miały okazałe róże czy goździki, które wtedy były bardzo popularne – zakupione w kwiaciarni. I kiedy ksiądz kardynał Karol Wojtyła, który udzielał sakramentu bierzmowania, przyjechał do parafii, idzie wzdłuż tego szpaleru młodzieży i nagle zatrzymuje się przy niej i mówi: Chodź tutaj, pokaż co to za kwiaty, gdzie takie uzbierałaś? wziął ten bukiet i mówi: Ten bukiet sobie wezmę do domu i może nawet zasuszę, bo tak pięknych kwiatów jeszcze nie dostałem. Dziewczynka mówi: To ja uzbierałam te kwiaty. I mówi: Proszę księdza, to przeżycie zostanie mi do końca życia. Nie liczy się ile, liczy się, jaki jest motyw, dlaczego. Moi kochani, była taka wstrząsająca historia jednego z miliarderów amerykańskich, który okazał się wielkim dobroczyńcą wobec wielu przytułków, domów dziecka, schronisk dla zwierząt. Potężną fortunę przeznaczył na dobre cele. I przeszedłby do historii jako największy działacz charytatywny świata, gdyby nie to, że okazało się, że swoje pieniądze zdobywał nieuczciwie, a te donacje służyły tylko jako pralnia brudnych pieniędzy i uwiarygodnienie się w oczach społeczeństwa. Okazało się, że ten w sumie skromny ułamek swojej gigantycznej fortuny przeznaczał z tego, co ukradł. W tym momencie cała jego dobroczynna działalność legła w gruzach, bo okazało się że wynikała ze złych motywów. Pan Jezus docenia intencje ubogiej wdowy, nie patrzy na to, że jest to tylko jeden grosz. Mówi: Ona dała najwięcej. W ostatnią niedzielę przewodniczyłem Mszy świętej, w czasie której na koniec głos zabrali wolontariusze misyjni. Jedna z wolontariuszek, Kinga, studentka medycyny, powiedziała, że swoje wakacje i dużą część czasu poświęca pracy misyjnej, nawet wyjeżdża jak tylko może, do krajów misyjnych. Jej studia są bardzo trudne, jest to medycyna, ale widzi, że ta działalność bezinteresowna, gdzie oddaje się tym, którzy potrzebują ewangelizacji, pomocy, także pomocy medycznej, przynosi jej tak wielki pokój serca, tak wielką radość, że po prostu opłaca się przeznaczać czas na to, co troszkę uszczuplenia jej tę porcję czasu, którą ma na przygotowanie się do egzaminów czy na wykłady. I mówi: Nie macie pojęcia, jak wielki pokój serca przeżywam, jak wielką radość, właśnie dlatego, że potrafię się dzielić. Tego nic nie jest w stanie człowiekowi zastąpić. Moi kochani, rzeczywiście tak jest, że człowiek, który uczy się dzielić tym, co ma z Panem Bogiem i z biedniejszymi, z ludźmi w potrzebie, otrzymuje nagrodę w postaci pokoju serca i radości, której nigdzie indziej nie znajdzie. Prośmy Pana Boga, by dał nam moc rezygnacji z naszych zabezpieczeń i zaufania bez reszty w jego Opatrzność, byśmy byli jak uboga wdowa z dzisiejszej ewangelii. A ksiądz Piotr i ksiądz Mateusz zakończyli rozmowy na temat pierwszej części Katechizmu. To ostatnie spotkanie pierwszej części jest bardzo ciekawe, bo na przykład dyskutują o tym, czym się różni sąd szczegółowy od sądu ostatecznego, co nas czeka po śmierci. A te sprawy będą dotyczyć na sto procent każdego z nas, więc to nas nie ominie. Warto ich posłuchać.