ZNAJDŹ NAS W MEDIACH

Co jest w życiu ważne? #S2E28

Cze 5, 2021 | Ks. Marek Studenski

Moi kochani, święty Paweł od razu obok tych słów daje taką uwagę: – My wpatrujemy się w to, co niewidzialne, a nie w to, co widzialne. Bo to, co widzialne przemija, a to, co niewidzialne trwa wiecznie. To jest jedna uwaga. A więc czego nie robić? Nie żyć tym, co doczesne. To znaczy co? Odejść od świata? Uciec, nie przejmować się problemami codziennego dnia? Nic podobnego.
https://open.spotify.com/episode/7ohvKggppdNw2SlS2uwLVE?si=zL8WW9ASSbm0XPw8YxoNdg
Moi kochani, przed dwoma laty w okresie wielkanocnym uczestniczyłem w pielgrzymce śladami świętego Pawła do Grecji. Największe wrażenie wywarło na mnie to, gdy znalazłem się w Koryncie. Jest tam Bema, czyli mównica, miejsce, gdzie święty Paweł w czasie swego pobytu w Koryncie przemawiał. To był rok 50. A więc pomyślałem sobie: To jest kilkanaście lat po zmartwychwstaniu Jezusa. To są te same kamienie, to jest to samo miejsce i historycy mówią, że to akurat jest pewne, że w tym miejscu, w tym czasie Paweł przemawiał. Patrzę – jest tam taki duży kamień, zrobiłem zdjęcie nawet. I fragment Drugiego Listu do Koryntian. Byłem od razu ciekawy, jakie słowa wybrano, by je wykuć w tym kamieniu. Znalazłem w swojej Biblii w komórce i od tej pory te słowa towarzyszą mi zawsze, gdy jest mi ciężko. „Niewielkie utrapienia doczesnego czasu gotują bezmiar przyszłej chwały dla nas. To naprawdę działa. Jest mi smutno, jakiś trudny dzień, ktoś mnie zdenerwuje, otwieram sobie Drugi Koryntian 4, 17. Od razu przechodzi. Wypróbujcie. Ale dzisiaj chciałem się z Wami zastanowić, jak tym żyć.

Moi kochani, święty Paweł od razu obok tych słów daje taką uwagę: – My wpatrujemy się w to, co niewidzialne, a nie w to, co widzialne. Bo to, co widzialne przemija, a to, co niewidzialne trwa wiecznie. To jest jedna uwaga. A więc czego nie robić? Nie żyć tym, co doczesne. To znaczy co? Odejść od świata? Uciec, nie przejmować się problemami codziennego dnia? Nic podobnego. Nie pokładać nadziei w tym, co doczesne. To trzeba zrozumieć. Można się spierać z kimś, kto kładzie akcent na zdobywanie pieniędzy, na pomnażania majątku: I on powie: No, daj spokój, przecież widzisz, ile mam domów, ile mam na koncie, jak gram na giełdzie, daj mi spokój, o czym ty w ogóle mówisz! Można mówić komuś, kto robi karierę i z tego sobie zrobił bożka: Nie rób tak, bo nic ci z tego nie przyjdzie, nigdy nie będziesz szczęśliwy. – Jak to, jestem szczęśliwy, widzisz – jestem prezesem. Kiedyś słyszałem, że taką dyskusję warto przenieść na cmentarz, warto przejść się na cmentarz i stanąć nad grobem takiego prezesa, popatrzeć na datę śmierci, ile lat żył i porównać z datą śmierci kogoś zwykłego, przeciętnego człowieka. Czym się różnią? Panie prezesie, był pan dyrektorem, prowadził pan wielką firmę, zrobił pan karierę. A teraz? Właśnie co teraz? To wszystko przeminęło. To, co widzialne przemija.

Jest taka piękna bajka, wiersz Adama Mickiewicza, może troszkę mniej znana, pod tytułem: „Golono, strzyżono”. Otóż jest małżeństwo, złodzieje kradną im psa i żeby ukryć tego psa, strzygą go – albo golą, żeby pies był nie do poznania. Odzyskują ci państwo swojego pieska i mówią o tym, że został ogolony, a żona mówi nie, popełniasz błąd językowy, bo psa się nie goli, tylko strzyże. Rozpoczęła się kłótnia. Kłótnia trwała bardzo długo i kończy się tym, że żona już tonie w jakiejś sadzawce. i jeszcze spod wody wyciąga rękę i udaje nożyczki, a więc: Strzyżono, a nie golono! Można być już na łożu śmierci, a jeszcze się kłócić o miedzę. Można już być jedną nogą na tamtym świecie, a jeszcze kurczowo trzymać się tego świata.

Moi kochani, nieraz takie pokładanie nadziei w tym, co widzialne jest złudne i może wyprowadzić człowieka w pole. Jeanne Louise Calment, starsza pani, zawarła umowę z prawnikiem. Nazywał się Francois Raffray. Ta pani miała 90 lat. Umowa była bardzo korzystna. Pani poprosiła, ponieważ nie miała swoich spadkobierców, o wypłacanie jej miesięcznej renty w wysokości dwóch i pół tysiąca franków – na dzisiejsze 500 dolarów i obiecała, że po jej śmierci cały dom, bardzo duży, stanie się własnością tego prawnika. A więc do śmierci ma jej wypłacać dwa i pół tysiąca franków. Pan Francois zatarł ręce z radości. No, taka umowa, taka oferta, pani ma 90 lat, jest szczęściarzem. Okazało się, że pani Jeanne Louise Calment była najstarszą kobietą świata w tamtym czasie. Przeżyła 122 lata i 164 dni. Urodziła się 21 lutego 1885 roku, a zmarła 4 sierpnia 1997 roku. Spłacił dwa razy cały dom. On zmarł po dziesięciu latach. Jego żona i spadkobiercy tej staruszce do końca życia musieli wypłacać rentę, która przekroczyła 2 razy wartość domu, zapłacili 190 tysięcy dolarów, a pani w wieku 120 lat powiedziała z uśmiechem: No, zdarza się czasami, że ktoś podpisze niewłaściwą umowę.

Święty Paweł dziś, w tym fragmencie, mówił o jeszcze jednej, bardzo ważnej rzeczy i te słowa również działają na mnie terapeutycznie: Chociaż niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, jednak ten, który jest wewnątrz odradza się z dnia na dzień. Widzimy, że bardzo często w tej zewnętrznej lichej powłoce, kryje się wielki wewnętrzny człowiek. Chociażby, zanim przejdziemy do dziedziny ducha, weźmy na przykład dziedzinę też z tej sfery duchowości, na przykład jakiejś wielkości czy niesamowitej mocy, jeśli chodzi o dar, o charyzmat. Fryderyk Chopin, przecież wiadomo, że chorował na gruźlicę. Są jakieś monotypie, jakieś zdjęcia z tamtego czasu – nie tylko obrazy. To był człowiek szczuplutki, rachityczny, blady, a kiedy słucha się jego muzyki, to powala na ziemię, gigantyczna. A więc człowiek wewnętrzny był olbrzymem, a patrząc z zewnątrz widzimy chudziutkiego, rachitycznego, schorowanego człowieka.

Moi drodzy, w miejscowości Niedobczyce, niedaleko Rybnika na Śląsku mieszkała Anna Kwiotek. Ta pani jest przykładem tego, że słowa świętego Pawła się sprawdzają, że może niszczeć człowiek zewnętrzny, a człowiek wewnętrzny może się rozwijać z dnia na dzień i mieć się całkiem dobrze. Jeden z księży, który był wikariuszem w tamtych czasach w parafii Niedobczyce opowiedział mi o jej życiu. Anna Kwiotek od dziecka chorowała na chorobę Heinego Medina i była przykuta do łóżka. Nie było takich specjalistycznych łóżek jak teraz. Miała łóżko z kilkoma warstwami materaców i pierzyn, żeby być na wysokości okna, bo chciała widzieć, co dzieje się na zewnątrz. Miała lusterko na takim specjalnym kiju, które wystawiała za okno i tym peryskopem zaglądała, co dzieje się w najbliższej okolicy. Przychodziło do jej domu mnóstwo gości. Słynęła z niesamowitej głębi i mądrości. Przychodzili ludzie po porady w różnych sprawach, a ona za punkt honoru stawiała sobie, by z tego łóżka sama ich mogła poczęstować. Więc miała specjalny dzbanek z takim wysięgnikiem na kiju, którym nalewała wrzątek, by zaparzyć kawę czy herbatę. Przy łóżku stolik z ciasteczkami, którymi częstowała swoich gości. Założyła koło pań, które ze swych oszczędności wspierały alumnów w seminariach duchownych. Niejeden ksiądz zawdzięcza im dojście do kapłaństwa. Te panie również robiły robótki ręczne i z uzyskanych środków wspierały misjonarzy.

Anna Kwiotek wyjeżdżała na pielgrzymki do Częstochowy czy do Pszowa. Wnoszono do autokaru razem z innymi pielgrzymami panią Annę na noszach i w pozycji leżącej brano ją do sanktuariów. Była cały czas uśmiechnięta. Ci którzy do niej przychodzili, wracali podniesieni na duchu, radośni, bo ona podobno sypała żartami, była człowiekiem głębokiej wewnętrznej radości i mimo tego, że całe życie spędziła w łóżku. I ten ksiądz Emil, nasz senior naszej diecezji opowiadał, że pewnego razu do niej przyszedł, bo w umówionym miejscu pod wycieczką był klucz. Księża prawie codziennie przychodzili z Komunią Świętą i widzi, że ona jest oparta na tym łóżku w pozycji na brzuchu, na takim kiju poprzecznym i zrobiły się jej odciski, odleżyny. I mówi: Pani Anno, ja pani zaraz tu pomogę, wezmę ręczniki, owiążemy czymś miękkim ten kij, żeby pani mogła się na tym opierać i żeby zabezpieczyć ręce, bo już się robią odciski. A pani Anna kieruje wzrok na krzyż i mówi: Proszę księdza, a czy On miał krzyż owinięty ręcznikiem? Człowiek zewnętrzny może obumierać, ale człowiek wewnętrzny rozwija się z dnia na dzień.

Moi kochani, żeby człowiek wewnętrzny mógł w nas dojrzewać, to trzeba tego człowieka czymś karmić. Jeżeli byśmy sobie odmówili całkowicie jedzenia i wody, nie przeżyjemy dwóch tygodni. Bez słowa Bożego, bez modlitwy człowiek wewnętrzny będzie obumierał. Weźmy sobie do ręki Drugi List do Koryntian, rozdział czwarty, wiersze od 16 do 18. I jeszcze raz przemyślmy te słowa: Niewielkie utrapienia codziennego, doczesnego życia gotują bezmiar przyszłej chwały dla nas. Wpatrujmy się nie w to, co widzialne, bo to przeminie, ale w to, co niewidzialne – bo to trwa wiecznie. I wtedy, chociaż nasz człowiek zewnętrzny będzie niszczał, człowiek wewnętrzny będzie się rozwijał. Moi kochani, a o tym, co niewidzialne dyskutują ksiądz Piotr i ksiądz Mateusz. Mówią o tym, jak Jezus wstępuje do piekieł – do TYCH piekieł. Posłuchajmy!

Zapisz się, aby być na bieżąco!

Zapisz się, aby być na bieżąco!

Dzięki temu nic nie przeoczysz :)
Poinformujemy Cię, kiedy tylko pojawi się nowy odcinek podcastu. 

Udało się, na Twój adres email przyjdzie wiadomość z linkiem którym potwierdzisz zapisanie się do naszego newslettera.