ZNAJDŹ NAS W MEDIACH

Doświadczenie i wiara #S2E21

kw. 16, 2021 | Ks. Marek Studenski

#kazanie #homilia #Szklanka_Dobrej_Rozmowy

Serdecznie zapraszamy – Osłabienie relacji z Bogiem wzmaga lęk. W dzisiejszej Ewangelii widzimy, jak Jezus umożliwia doświadczenie swojej obecności uczniom i to doświadczenie Jego obecności wnosi w życie uczniów pokój.

III Niedziela Wielkanocna – medytacja na temat doświadczenia w wierze.

 

Jeden z kaznodziejów amerykańskich zaczął kazanie od takich słów: – Chociaż ceny czekoladowych zajączków i pisanek na półkach sklepowych są już niższe o 75 procent, jednak okres wielkanocny nadal trwa i dobiega swojej połowy. Jesteśmy właśnie w takiej sytuacji – przed nami trzecia niedziela wielkanocna: Apostołowie po raz kolejny spotykają się ze zmartwychwstałym Jezusem, ale ich reakcja jest zaskakująca. Zalęknionym i zatrwożonym zdaje się, że widzą ducha. Naturalnym owocem lęku jest przywołanie najgorszych emocji, doświadczeń. Widocznie w tamtym miejscu, w tym kręgu kulturowym, bano się zjaw i duchów, skoro po raz kolejny Apostołowie kojarzą Jezusa z duchem. Może nie oni świadomie podejmują taką refleksję, ale lęk, strach budzi w nich najgorsze skojarzenia, a widocznie jednym z najgorszych skojarzeń i lęków były te związane z duchami, skoro nawet na jeziorze Genezaret, gdy Jezus zbliża się po wodzie, w chwili, kiedy niesie im oparcie i pociechę, ze strachu krzyknęli, myśląc że to zjawa.

W Psalmie 53 jest wyjaśnienie tego, skąd biorą się lęki – moim zdaniem jedno z najbardziej właściwych, trafnych wyjaśnień: „Ci, którzy nie wzywają Boga, tam zadrżą ze strachu, gdzie bać się nie ma czego.” A więc osłabienie relacji z Bogiem wzmaga lęk. I odwrotnie – tam, gdzie jest relacja z Bogiem – tam lęk ucieka, tam lęk pryska jak bańka mydlana. Jezus umożliwia dzisiaj Apostołom doświadczenie swojej obecności, które wnosi w ich życie pokój. Jezus zmartwychwstały pokazuje to, że żyje na różne sposoby: poprzez pusty grób, poprzez rozmowę z Marią Magdaleną, a dzisiaj nie tyle poprzez rozmowę, ale poprzez coś więcej – poprzez doświadczenie. Pokazuje swoje ciało, pokazuje swoje ręce i nogi i mówi: Popatrzcie, przekonajcie się, dotknijcie. A więc chce, żeby oni całymi sobą doświadczyli Jego obecności.

Miałem niezwykłe szczęście, że na mojej drodze życia jako alumna seminarium duchownego stanęła pani profesor Zenomena Płużek, jeden z najbardziej znanych polskich psychologów – nestor w tej dziedzinie, zresztą była też również wychowanką z kręgu Karola Wojtyły. I pani profesor Płużek powiedziała nam w czasie jednego z wykładów, jak ważne jest doświadczenie w życiu człowieka. I mówi, że doświadczenie potrafi odcisnąć na naszym życiu zaskakujące piętno. Podała również przykłady, niektóre takie nawet przerażające, już z zakresu psychologii klinicznej. Pamiętam przykład – autentyczna historia – człowieka, który pracował jako ten, kto rozkleja plakaty w mieście. I mówi, że ten człowiek stał przy słupie z plakatem, miał uniesioną rękę, bo akurat chciał wałkiem posmarować słup, żeby docisnąć plakat i w tym momencie na jego oczach zginął młody człowiek w wypadku samochodowym. I pani profesor Płużek mówi: Jest coś takiego, jak katatonia: człowiek zastyga pod wpływem chorób, ale także nadzwyczajnych emocji w pozycji, w której dalej trwa przez długi, długi czas. I powiedziała, że ten człowiek zastygnął w takiej pozycji i trwał w niej przez kilka miesięcy.

Również z tym związany jest mutyzm: nieraz człowiekowi, który czegoś gwałtownego doświadczy, odbiera to doświadczenie zdolność mówienia – człowiek po prostu milknie i nie jest w stanie przez długi, długi czas wypowiedzieć ani jednego słowa. To są może skrajne przypadki, ale one mówią o tym, jak bardzo potrafi odcisnąć na nas swoje piętno to wszystko, czego doświadczamy.

Pan Jezus wiedział o tym, że ma do czynienia z ludźmi, a nie aniołami, nie istotami czysto duchowymi. Człowiek potrzebuje doświadczenia. Moi kochani, Pan Jezus to doświadczenie również prowadzi jeszcze dalej – prosi Apostołów, żeby podali Mu rybę do jedzenia. Ktoś może powiedzieć – i to też pewnie będzie słuszny wniosek – że Jezus w ten sposób chciał udowodnić, że żyje, że ma ciało, że zmartwychwstał i jest człowiekiem zmartwychwstałym, dlatego może jeść. Ale chyba chodziło o coś więcej. Zauważmy, że niedawno widzieliśmy Pana Jezusa nad brzegiem jeziora Tyberiadzkiego – czeka na Apostołów z węgielkami rozżarzonymi i piecze rybę, żeby ich poczęstować. Myślę, że Apostołowie do końca życia musieli mieć w pamięci smak i zapach tej ryby, skoro skojarzyła im się już na zawsze z Jezusem zmartwychwstałym, którego na nowo odzyskali po śmierci.

Pamiętam, że miałem okazję przewodniczyć Mszy Świętej dla Koła Wędkarskiego w Żywcu. I w pewnym momencie ci wędkarze przynoszą w ramach darów ofiarnych do ołtarza pieczone ryby i chleb. Chlebek był taki świeżo upieczony, pachnący, ryby pachniały jeszcze bardziej. Położyliśmy te ryby na ołtarzu, chociaż może to nie było zbyt liturgiczne, niepoprawne liturgicznie i zapach tego chleba i tych ryb towarzyszył mi w czasie sprawowania Eucharystii. Momentalnie – skojarzenie z rozmnożeniem chleba i ryb i do dzisiaj pamiętam to przeżycie.

A więc może te pisanki, baranki pieczone, zajączki, owies mają jednak sens? Kiedy słyszymy: „Święta Bożego Narodzenia”, mamy w uszach dźwięk kolęd, przeżywanie wspólne Pasterki, łamanie się opłatkiem. Doświadczenie radości z nowo narodzonego Jezusa miesza się z zapachem kompotu z suszonych śliwek – to wszystko działa razem, to wszystko działa na nasze zmysły, na nasze wspomnienia, na naszą pamięć. Jak ważne jest dostarczenie, zwłaszcza dzieciom tych przeżyć, żeby do końca życia święta kojarzyły im się z Jezusem, z czymś ciepłym, radosnym, co daje oparcie. I dlatego cieszę się z tego, że mogliśmy razem przeżyć tegoroczne rekolekcje wielkopostne połączone właśnie z gotowaniem, połączone z pieczeniem baranka, żebyśmy łączyli wszystkie doświadczenia w jedno. Nie chodzi o to, żeby krytykować i pozbyć się tych zewnętrznych przeżyć, tylko żeby je dobrze zasymilować z naszymi doświadczeniami duchowymi, bo tego potrzebujemy – tak jak ta ryba, którą piecze Jezus na ognisku przy jeziorze, czy dzisiaj – ryba, którą bierze z rąk Apostołów i na ich oczach spożywa.

„Pokój wam!” – dziś znowu słyszymy w Ewangelii te słowa, które padły również przed tygodniem. To jest znamienne, że Jezus zmartwychwstały za każdym razem tak wita się z nami, wita się ze swoimi uczniami. Moi drodzy, Jezus pokazuje ręce i nogi. Uchwyćmy się tych rąk i nóg Jezusa. Dziecko boi się wejść do ciemnego pokoju, ma lęk – co tam się kryje, lęk przed ciemnością, przed samotnością, przed zagrożeniem. Mama mówi: Daj rękę – wchodzi do pokoju, zapala światło, wchodzą razem. Dziś Jezus pokazuje nam swoją rękę – jedną i drugą, pokazuje swoje nogi, nie tylko po to żebyśmy się tych rąk dotknęli, ale żebyśmy się tych rąk uchwycili, żebyśmy szli dalej razem z Nim przez życie. Żebyśmy nie tyle unikali trudnych wydarzeń, ale weszli razem z Jezusem w oko cyklonu.

Tak mi się kojarzyło właśnie ostatnio to doświadczenie pokoju wewnętrznego – z cyklonem. Żyjemy w czasach, gdzie panuje straszny huragan – cyklon, jeśli chodzi o epidemię, jesteśmy stale bombardowani różnymi trudnymi wiadomościami, z którymi musimy sobie poradzić. Jeśli chodzi o nastawienie ludzi do Kościoła, do spraw wiary… To jest cyklon, to jest huragan. Oko cyklonu jest szczególnym miejscem. Znajdźmy sobie w encyklopedii, czy w jakichś podręcznikach czy materiałach popularnonaukowych wiadomości o cyklonie. W oku cyklonu, mimo że na zewnątrz szaleje nawałnica, że cyklony tropikalne potrafią siać śmierć i zniszczenie na straszną skalę – – w oku cyklonu panuje cisza. Tam jest spokój. To jest może bardzo dobry obraz, który możemy odnieść do naszego życia. Podajmy rękę Jezusowi, nie bójmy się tego, w czym żyjemy. Wejdźmy razem z Nim w oko cyklonu, a tam z Jezusem, którego trzymamy za rękę, będziemy przeżywać doświadczenie wewnętrznego pokoju i ciszy – bo tam gdzie jest Jezus, tam jest wszystko, tam niczego nam nie będzie brakować.