ZNAJDŹ NAS W MEDIACH

Zwycięzca bierze wszystko #S2E19

kw. 3, 2021 | Ks. Marek Studenski

Czekamy na koniec epidemii. Taki dzień, upragniony przez nas wszystkich, opisany jest w „Dżumie” Alberta Camusa. Wreszcie zakończyła się epidemia dżumy panującej w jednej z algierskich miast. Ludzie wychodzą na ulice, są pełni radości, otwierają drzwi domów… Wielka radość, entuzjazm. Skończyła się ta straszna sytuacja, która pozbawiła życia wielu, wielu mieszkańców tego miasta. Wszyscy się cieszą z wyjątkiem doktora Bernarda Rieux.

 

Czekamy na koniec epidemii. Taki dzień, upragniony przez nas wszystkich, opisany jest w „Dżumie” Alberta Camusa. Wreszcie zakończyła się epidemia dżumy panującej w jednej z algierskich miast. Ludzie wychodzą na ulice, są pełni radości, otwierają drzwi domów… Wielka radość, entuzjazm. Skończyła się ta straszna sytuacja, która pozbawiła życia wielu, wielu mieszkańców tego miasta. Wszyscy się cieszą z wyjątkiem doktora Bernarda Rieux. Dlaczego ten lekarz nie podziela radości tłumów? Bo wie o czymś, o czym nie wiedzą te radosne tłumy. Bakcyl dżumy nigdy nie znika i nie umiera. Przez dziesiątki lat może pozostawać uśpiony w meblach i bieliźnie… Cierpliwie czeka w pokojach i w piwnicach, w kufrach, chustkach i papierach. I nadejdzie dzień, kiedy dżuma znowu obudzi swoje szczury i pośle je na ulice szczęśliwego miasta.

Każde ludzkie zwycięstwo tu na ziemi jest tylko czasowe. Nawet jeśli lekarzom uda się ocalić zdrowie chorego, to to zwycięstwo trwa do czasu. Wiemy, że i tak każdy z nas kiedyś umrze. Wszystkie nasze małe, doczesne zwycięstwa są bardzo ważne i trzeba robić wszystko, żeby zwyciężać nad złem, także tym fizycznym, biologicznym, jakim jest choroba, wszelkie cierpienie, ale czas tego zwycięstwa, jego trwanie jest ograniczone. Dlatego ten dzisiejszy dzień Zmartwychwstania Pańskiego jest dniem niesamowitej radości, bo cieszymy się ze zwycięstwa definitywnego. Jezus Chrystus nie oddalił widma śmierci na jakiś czas. On pokonał grzech, śmierć i szatana. Jest to ostateczne zwycięstwo.

Moi kochani, po drugiej wojnie światowej do Warszawy wracały zgromadzenia zakonne między innymi siostry sakramentki. Ich dom zakonny na Nowym Mieście w Warszawie był zamieniony w szpital wojskowy. Były tam ciała wielu, wielu osób. Trzeba było to wszystko odgruzować. I przez parę lat trwało odgruzowywanie i odbudowa tego klasztoru. Jest Wtorek Wielkanocny 1947 roku. Siostry po świętach Wielkiej Nocy kontynuują swoją pracę. Dwie z nich – siostrę Egidia i Rafaela udają się do podziemi, do krypty. Te podziemia akurat były pod kaplicą Najświętszego Sakramentu. Podobno nawet idąc tam nuciły sobie pieśń wielkanocną: „Trzy Maryje poszły, drogie maści niosły”. I nagle wśród gruzów odnajdują tam w podziemiach, w piwnicach kościoła tabernakulum. Otwierają drzwiczki tabernakulum, które w czasie bombardowania wpadło do piwnicy. I znajdują w tym tabernakulum Najświętszym Sakramentem. Biorą puszkę z Hostiami, z żywym Jezusem i wynoszą po drabinie na wierzch, do kościoła. Kiedy spotkały inne siostry, mówią: „Znalazłyśmy Pana!” Przeżyły to, co przeżyły niewiasty w ogrodzie Wielkiej Nocy, kiedy spotkały Jezusa i to, czego doświadczyli święty Piotr i święty Jan biegnący do grobu.

Moi kochani, po starajmy się, by te święta Wielkiej Nocy były dla nas prawdziwym spotkaniem z Jezusem Zmartwychwstałym. To spotkanie ma kluczowe znaczenie. Od niego zależy wszystko. Dziwię się ludziom, którzy nie zadają sobie pytania, kim jest Jezus Chrystus. Mam tutaj książkę przeciekawą Leszka Kołakowskiego pod tytułem: „Jezus ośmieszony”. Pani Tamara Kołakowska pisze w takim krótkim wstępie, że znalazła te zapiski w nieopublikowanych rękopisach naszego wielkiego filozofa, myśliciela Leszka Kołakowskiego. Te zapiski nigdy wcześniej nie zostały przygotowane do wydania, ani nie były publikowane, nie były nawet ukończone. Kiedy znalazłem tę książkę na półce w księgarni patrzę na okładkę – tytuł: „Jezus ośmieszony”. Pomyślałem sobie: kolejny paszkwil opisujący w sposób złośliwy chrześcijaństwo czy postać Jezusa. Ale kiedy ją otworzyłem, zobaczyłem, jakie wydawnictwo ją wydało, przekonałem się, że jest zupełnie odwrotnie. Jest to, można powiedzieć, wyznanie wiary agnostyka, wyznanie wiary człowieka niewierzącego. Wrażenie po przeczytaniu tej książki jest następujące: to nie Jezus jest śmieszny, ale śmieszni są ci, którzy chcą ośmieszać Jezusa. Wybitny filozof Leszek Kołakowski, którego znamy między innymi z takich króciutkich mini-wykładów o maxi-sprawach, kiedy w sposób bardzo syntetyczny, niesamowicie ciekawy przedstawiał historię filozofii. Pamiętam, kiedyś w telewizji oglądałem te odcinki. Mówi tak: To jest niepojęte, jak z tych pozbawionych ozdób, spracowanych rąk stolarza z Galilei mógł wyniknąć całkiem nowy wszechświat. Czy Jezus jest Bogiem? Nie umiem powiedzieć. Ale jedno jest pewne, jeśli na tym świecie żył kiedykolwiek jakiś Boży człowiek, To jest nim On. Kołakowski mówi: – Nie wiem, czy Jezus jest Bogiem, bo nie wierzę, nie jestem człowiekiem wierzącym. Ale jestem pewny, że jeśli Bóg istnieje, to jest nim Jezus Chrystus. Myślę sobie, jeżeli człowiek, który nie przyznaje się do wiary zachwyca się Jezusem – to czy ja, który w Niego wierzę, mam nie zrobić w czasie tych świąt Wielkiej Nocy tego jeszcze jednego kroku – już tak bez reszty oddać Mu swoje życie.

Jest piosenka „Abby”, w bogatym repertuarze tego zespołu, która nosi tytuł: „The winner takes it all” – „Zwycięzca bierze wszystko”. Tu gra toczy się o wszystko, toczy się o mój pokój serca. Gra toczy się o moją radość wewnętrzną. Gra toczy się o moje życie po tym życiu na ziemi. Gra toczy się o moją pewność w obliczu niepewności pandemii. Bo jeżeli Jezus rzeczywiście jest Bogiem i pokonał śmierć, To w Jego rękach jestem bezpieczny. W Jego rękach nic mi nie grozi, bo nawet jeśli moje życie na ziemi się skończy, to wiem, że razem z Nim będę żył na wieki w niebie I tej miłości nikt mi nie zabierze. Naprawdę, ta gra toczy się o wszystko. Warto wziąć w niej udział. Jeśli masz problem ze spotkaniem z Jezusem, jeśli potrzebujesz rewizji swego życia, jeśli myślisz, że twoje życie poszło w takim kierunku, że już nie ma odwrotu, jesteś w błędzie. Jeśli masz potrzebę spotkania i poznania Jezusa, zadzwoń, napisz – chociażby w komentarzu, podaj swego maila. Po to jesteśmy, żeby Ci w tym pomóc. Patrząc na swoje życie – nie tylko kapłańskie, ale ludzkie, na moje doświadczenie do tej pory, wiem, że gdyby nie Jezus, nie dałbym rady żyć. W tym wszystkim, co przeżywam, we wszystkich lękach trudnościach, Jest dla mnie jedynym oparciem. Zwycięzca śmierci, piekła i szatana.

Pewnie już słyszeliśmy i jeszcze usłyszymy wiele życzeń. Będziemy sobie w tym roku znowu składać przede wszystkim chyba życzenia zdrowia, bo to jest naturalne. Ja bym chciał swoje życzenia wypowiedzieć przy pomocy trzeciej zwrotki pieśni: „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana”. Akurat tę zwrotkę pieśni wielkanocnej bardzo lubię: „Ustąpcie od nas smutki i trosk fale, gdy Pan Zbawiciel triumfuje w chwale, Ojcu swojemu uczynił już zadość, nam niesie radość. Alleluja!”